Trudno się dziwić, że mocno się zaniepokoiłem, kiedy parę dni temu, mniej więcej tydzień po powrocie z obozu, usłyszałem pewną rozmowę, którą mój tata prowadził ze swoim bratem. Wujek Marek, choć tylko dwa lata młodszy od taty, jakoś do tej pory nie znalazł sobie żadnej cioci. Tego dnia, a była to niedziela, przyszedł do nas do domu, żeby zjeść obiad i przedstawić nam pewną Iwonkę, która podobno miała duże szanse na objęcie tego stanowiska. Przy okazji tata z wujkiem zastanawiali się nad prezentem na sześćdziesiąte piąte urodziny babci Zosi. Obaj byli zdania, że ich wspólnej mamie przydałby się telefon komórkowy. Problem polegał na tym, że babcia nie miała za grosz zaufania do najnowszych zdobyczy techniki i broniła się przed nimi rękami i nogami.
- Aha! Już ja widzę, już jak widzę, jak mama zgodzi się na komórkę - powiedział mój tata.
Wujek Marek miał chyba większą wiarę w ludzi, bo nie chciał dać za wygraną.
- Spróbujmy - przekonywał. - Może jednak da się namówić.
Tata wzruszył ramionami i mruknął:
- Jak mama będzie używać komórki, to...
Spodziewałem się kaktusa na ręce, ale okazało się, że tata jeszcze mniej wierzy w babcię, niż mi się wydawało.
- Jak mama będzie używać komórki, to ja sobie zgolę brodę - oświadczył.
- Oj, ty lepiej uważaj, Stefan - ostrzegała go mama i ja też byłem zdania, że tata przesadza z ryzykiem.
On jednak uśmiechnął się pobłażliwie i zaproponował pewien eksperyment.
- Zamknijcie oczy- powiedział. - bardzo, bardzo się skupcie... i jeszcze bardziej... A teraz wyobraź sobie babcię Zosię z komórką.
Skupiłem się bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, ale nie dałem rady sobie tego wyobrazić.
Dosłownie dwa dni po niedzielnej rozmowie, a w przeddzień pechowego meczu z powstaniem, jechałem sobie rano na rowerze. Nagle słyszę: komórka mi dzwoni w kieszeni! Pomyślałem, że może któryś z moich całorocznych kumpli zawitał wreszcie do domu i chce się spotkać, więc ze sporymi nadziejami wyciągnięciem telefon.
- Siemka! - rzuciłem do słuchawki.
- Makowska - usłyszałem czyjś speszony głos. - Przepraszam bardzo, do wnuka chciałam zadzwonić, ale dopiero co kupilam telefon komórkowy i nie za bardzo umiem się nim posługiwać. Przepraszam ba...
- Babcia? - powiedziałem, a właściwie prawie krzyknąłem w słuchawkę.
- To ty, Janeczku? - ucieszyła się babcia. - No cześć! Nie uwierzysz, ale kupiłam sobie właśnie telefon komórkowy.
Zapadła cisza i babcia chyba oczekiwała jakiejś reakcji. Reakcja była taka, że nie było żadnej reakcji, bo mnie kompletnie zatkało.
Fantastyczna książka.
Motywem przewodnim jest ciekawość głównego bohatera Jaska Makowskiego. W wyniku przegranego zakładu, tato Jaska goli brodę. Pod nią odsłania się tajemnicza blizna na twarzy. Dociekliwość i nieprawdopodobna wyobraźnia chłopca podsuwają mu różne rozwiązania. Dzięki nim autor przybliża nam m.in, historię najnowszą, która jest podana w sposób adekwatny do wieku.
Mnie ujmuje w książce bliskość relacji między pokoleniami. Są dziadkowie, rodzice, dzieci, wnuki, wujostwo - bliscy, ale szanujący granice.
Poza tym jak zwykle piękny język, doby humor, ale też ciekawe ilustracje i intrygująca okładka.
Całość sprawia, że jest to książka, którą warto obdarować dziecko.
Paweł Beręsewicz
Tajemnica człowieka z blizną
Ilustracje Olga Reszelska
Wydawnictwo Literatura
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beręsewicz P.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beręsewicz P.. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 grudnia 2012
sobota, 18 sierpnia 2012
Paweł Beresewicz "Jak zakochałem Kaśke Kwiatek"
Trzeciego dnia rano zebraliśmy się z chłopakami na przerwie, żeby trochę odpocząć od dziewczyn i w męskim gronie pogadać o sprawach, które naprawdę się w życiu liczą.
- Oglądaliście wczoraj Chelsea-Barcelona? - zaintonował Piotrek.
- Nooo! - odparliśmy chórem i nagle poczułem, czym jest męska wspólnota.
- Ale przy ostatniej bramce był faul, nie? - podchwyciłem i znowu chór odpowiedział:
- Nooo!
- Ale ten Ronaldinho jest niezły, nie? - dorzucił Marek
- Nooo! - odpowiedział chór.
Zanim jednak zabrzmiał pochwalny pomruk, ktoś spoza naszego kręgu bezceremonialnie rzucił:
- Ja tam wolę Lamparda.
Odwróciliśmy się wszyscy i na moment odebrało nam mowę! Osobą wolącą Lamparda był nikt inny jak tylko... Kaska Kwiatek! To się po prostu nie mieściło w głowie! Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby jakakolwiek dziewczyna śmiała zakłócić nasze męskie dyskusje.
- A co ? Pewnie ładniejsza buzia? - rzucił pogardliwie Piotrek, który jako pierwszy otrząsnął się z szoku.
- Niż twoja na pewno - odcięła się Kaśka. - a poza tym technika ciut lepsza.
I jak gdyby nigdy nic oddaliła się w stronę babskiego kąta, gdzie, sądzać po piskach i chichotach, omawiano właśnie jakieś dziewczyńskie sensacje.
Zamierzaliśmy zarechotać, ale jeden rzut oka na minę Piotrka wystarczył, żeby nas odwieść od tego zamiaru.
- Ktoś tu sobie za dużo pozwala! - warknął Piotrek, który w ogóle ciężko znosił krytykę, a już na punkcie swojej techniki piłkarskiej był szczególnie wrażliwy.- Trzeba ją nauczyć rozumu! Obrona dobrego imienia Piotrkowej techniki nie leżała mi tak znowu bardzo na sercu, ale nagle poczułem w sobie coś w rodzaju męskiej solidarności. Obrażono jednego z nas, to tak jakby obrażono nas wszystkich!
- Tak, doigrała się! - powiedziałem groźnie. Potoczyłem wzrokiem po twarzach kolegów i dostrzegłem w nich żądzę zemsty. Niech ma! - Mówiły mi oczy. - Za wszystkie upokorzenia! Za nieprzespane noce! Za przemądrzałe słówka! Za zarozumiałe uśmieszki! Za wcinanie się w męskie sprawy! Nikt nie miał wątpliwości, że trzeba coś wymyślić. Coś, co raz na zawsze pogrąży Kaśkę Kwiatek i odkryje jej prawdziwą, strachliwą, piszczącą, dziewuchowatą naturę...
Autorem najlepszego pomysłu był, o dziwo, Rafał Zimek, o którym zawsze wiedzieliśmy, że jest wybitnie uzdolniony, ale z jego geniuszu nie było jak do tej pory specjalnego pożytku.
Zakochanie spada na Jacka Karasia jak grom z jasnego nieba. W klasie pojawia się nowa dziewczyna - Kaśka Kwiatek. Jest inna niż pozostałe - inteligentna, wygadana, z zasadami i wzbudza podziw wszystkich kolegów. Jacek postanawia ją zakochać (czyli ułożyć misterny plan, w wyniku którego Kaska się w nim zakocha). Rozwój wydarzeń jest nadzwyczaj ciekawy.
Męski punkt widzenia, młodzieńcze fascynacje, duża dawka dobrego humoru oraz znakomity język, to niewątpliwe atuty lektury. Serdecznie zachęcam, zwłaszcza chłopców.
Paweł Beręsewicz
Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek
Ilustracje Suren Vardanian
Wydawnictwo Skrzat
- Oglądaliście wczoraj Chelsea-Barcelona? - zaintonował Piotrek.
- Nooo! - odparliśmy chórem i nagle poczułem, czym jest męska wspólnota.
- Ale przy ostatniej bramce był faul, nie? - podchwyciłem i znowu chór odpowiedział:
- Nooo!
- Ale ten Ronaldinho jest niezły, nie? - dorzucił Marek
- Nooo! - odpowiedział chór.
Zanim jednak zabrzmiał pochwalny pomruk, ktoś spoza naszego kręgu bezceremonialnie rzucił:
- Ja tam wolę Lamparda.
Odwróciliśmy się wszyscy i na moment odebrało nam mowę! Osobą wolącą Lamparda był nikt inny jak tylko... Kaska Kwiatek! To się po prostu nie mieściło w głowie! Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby jakakolwiek dziewczyna śmiała zakłócić nasze męskie dyskusje.
- A co ? Pewnie ładniejsza buzia? - rzucił pogardliwie Piotrek, który jako pierwszy otrząsnął się z szoku.
- Niż twoja na pewno - odcięła się Kaśka. - a poza tym technika ciut lepsza.
I jak gdyby nigdy nic oddaliła się w stronę babskiego kąta, gdzie, sądzać po piskach i chichotach, omawiano właśnie jakieś dziewczyńskie sensacje.
Zamierzaliśmy zarechotać, ale jeden rzut oka na minę Piotrka wystarczył, żeby nas odwieść od tego zamiaru.
- Ktoś tu sobie za dużo pozwala! - warknął Piotrek, który w ogóle ciężko znosił krytykę, a już na punkcie swojej techniki piłkarskiej był szczególnie wrażliwy.- Trzeba ją nauczyć rozumu! Obrona dobrego imienia Piotrkowej techniki nie leżała mi tak znowu bardzo na sercu, ale nagle poczułem w sobie coś w rodzaju męskiej solidarności. Obrażono jednego z nas, to tak jakby obrażono nas wszystkich!
- Tak, doigrała się! - powiedziałem groźnie. Potoczyłem wzrokiem po twarzach kolegów i dostrzegłem w nich żądzę zemsty. Niech ma! - Mówiły mi oczy. - Za wszystkie upokorzenia! Za nieprzespane noce! Za przemądrzałe słówka! Za zarozumiałe uśmieszki! Za wcinanie się w męskie sprawy! Nikt nie miał wątpliwości, że trzeba coś wymyślić. Coś, co raz na zawsze pogrąży Kaśkę Kwiatek i odkryje jej prawdziwą, strachliwą, piszczącą, dziewuchowatą naturę...
Autorem najlepszego pomysłu był, o dziwo, Rafał Zimek, o którym zawsze wiedzieliśmy, że jest wybitnie uzdolniony, ale z jego geniuszu nie było jak do tej pory specjalnego pożytku.
Zakochanie spada na Jacka Karasia jak grom z jasnego nieba. W klasie pojawia się nowa dziewczyna - Kaśka Kwiatek. Jest inna niż pozostałe - inteligentna, wygadana, z zasadami i wzbudza podziw wszystkich kolegów. Jacek postanawia ją zakochać (czyli ułożyć misterny plan, w wyniku którego Kaska się w nim zakocha). Rozwój wydarzeń jest nadzwyczaj ciekawy.
Męski punkt widzenia, młodzieńcze fascynacje, duża dawka dobrego humoru oraz znakomity język, to niewątpliwe atuty lektury. Serdecznie zachęcam, zwłaszcza chłopców.
Paweł Beręsewicz
Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek
Ilustracje Suren Vardanian
Wydawnictwo Skrzat
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Paweł Beresewicz "Zawodowcy"
Lekarka Lidka nigdy nie miała szczęścia do ciekawych przypadków. Grypy, ospy, zadrapania i lekkie zatrucia - nuda, nuda i nuda.
- A wiesz, co mi się wczoraj przydarzyło? - opowiadał na przykład kolega z sąsiedniego gabinetu. - Przyszedł do mnie pacjent, który przez pomyłkę połknął szczoteczkę do zębów! Myślałem, że mnie nabiera, ale zrobiłem prześwietlenie i faktycznie: szczoteczka w żołądku!
Lekarka Lidka nie za bardzo wierzyła w te opowieści, ale i tak zazdrościła kolegom ciekawej pracy. Aż do pewnego poniedziałku.
Tego dnia zjawiła się w przychodni bez specjalnego zapału.
W sobotę i niedzielę pracowała w ogródku i trochę bolały ją kości. Rano wszystko wyglądało jak zwykle. "Dzień dobry", "Co pani dolega?", badanie, recepta, buch! - pieczątka i "Następny proszę". Kiedy zanosiło się na to, że cały dzień niczym nie będzie się różnił od tysiąca poprzednich, przyszła kolej na pacjenta z 13.30 i drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem. Stanął w nich mężczyzna około trzydziestki - wysportowany, wysoki i szczupły. Wzrok miał nieco zamglony, policzki pałały niezdrowym rumieńcem, strużka potu spływała mu z czoła gdzieś w kierunku brody. Wszedł, zamknął za sobą drzwi, usiadł ciężko na krześle, a lekarce Lidce nagle zrobiło się gorąco.
Niewiele to dało. W gabinecie robiło się coraz cieplej i lekarka Lidka odruchowo zaczęła się wachlować kopertą z kartą pacjenta.
- Słucham pana! W czym mogę pomóc? - zapytała uprzejmie, a tamten jęknął cicho i odpowiedział:
- Jakoś tak dziwnie się czuję.
- Proszę się nie martwić, zaraz pana zbadamy - powiedziała lekarka Lidka, ocierając pot z czoła. (...)
Sprawa nie wyglądała wesoło. Doświadczenie podpowiadało lekarce Lidce, że mężczyzna ma wysoką temperaturę. Należało natychmiast podać lek przeciwgorączkowy. Tylko jak to zrobić, skoro od pacjenta buchał żar jak z hutniczego pieca i nie dało się nawet do niego zbliżyć. Na szczęście lekarka Lidka potrafiła w tym upale zachować chłodny umysł. Pędem wybiegła na korytarz i z pomieszczenia gospodarczego przyniosła szczotkę do podłogi. Do końca plastikowego kija przyłożyła rączkę małej łyżeczki i wszystko razem obwiązała mocno plastrem z rolki. Na powstałym w ten sposób podajniku umieściła czerwona kapsułkę i wróciła za swoje biurko. Nawet tam upal był już trudny do zniesienia. Lekarka Lidka wyciągnęła rękę z kijem w stronę rozpalonego pacjenta. Pacjent otworzył usta i już miał połknąć lekarstwo, kiedy plastikowy kij od szczotki nagle zmiękł pod wpływem wysokiej temperatury, zgiął się i czerwona kapsułka potoczyła się po podłodze.
Pomysł, poczucie humoru, wyobraźnia Autora, język, ilustracje - wszystko razem wspaniałe.
Każdy rozdział poświęcony jest innemu zawodowi i przybliża jego realia, wzbogacone o cudowność fantazji pomysłodawcy.
W książce można spotkać piekarza Piotrka, aktorkę Agatę, kucharza Kubę, sędziego Sebastiana, strongmena Stefana, pisarza Pawła, ochroniarza Olgierda i innych.
Każdy rozdział poza ostatnim kończy się tak:
A wy? zastanawialiście się już, kim chcielibyście zostać, kiedy dorośniecie? Czy aby nie ochroniarzem? Radzę wam zastanówcie się dobrze. na waszym miejscu w ogóle bym nie dorastał.
A Państwo, czy nie wracacie czasami do momentu wyboru swojej drogi życiowej i zawodowej? Ciekawe czy byłaby taka sama?
Paweł Beręsewicz
Zawodowcy
Ilustracje Jolanta Jung
Wydawnictwo Literatura
niedziela, 10 czerwca 2012
Paweł Beresewicz "Czy wojna jest dla dziewczyn?"
Kiedy przyszli dwaj panowie w czarnych płaszczach, mamy nie było w domu.
- Możemy wejść i zaczekać na nią? - spytał grzecznie młodszy z nich.
Wyglądali bardzo milo i pomyślałam, że to na pewno znajomi tatusia i że mają o nim jakieś nowe wiadomości.Wpuściłam ich do pokoju i poprosiłam, żeby usiedli.
- Ależ z ciebie miła i mądra dziewczynka - powiedział znów ten sam i pogłaskał mnie po głowie. - Tatuś jest pewnie bardzo z ciebie dumny.
Uśmiechnął się i przyjrzał mi się badawczo.
- Nie wiem - odpowiedziałam i zarumieniłam się trochę.
Drugi mężczyzna wyjął z kieszeni paczkę cukierków, a pierwszy powiedział:
- Proszę, poczestuj się, tatuś pewnie też ci takie kupuje, prawda?
- Nie, proszę pana, takich jeszcze nie jadłam - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Zaśmiali się obaj, a ja byłam już prawie pewna, że zaraz opowiedzą mi coś o tatusiu.Oni jednak tylko pytali.
- A gdzie jest teraz twój tatuś? - mrugnął dumnie ten młodszy. - Bardzo się z nim przyjaźnimy. chcielibyśmy z nim porozmawiać.
- Tatuś się ukrywa i tylko mamusia wie gdzie - chciałam powiedzieć, ale coś mnie powstrzymało.
Przypomniał mi się pewien przemiły wilk.
Czasy drugiej wojny światowej i pytanie tytułowe: Czy wojna jest dla dziewczyn?
Książka jest zainspirowana wspomnieniami Czarnej Elki, czyli Elżbiety Łaniewskiej, która była harcerką Szarych Szeregów, powstańcem warszawskim, ale przede wszystkim - dzieckiem.
Wojna bardzo brutalnie wkroczyła w świat Eli i nic już nie było takie samo, nic już nie było bezpieczne. Należało stać się czujnym i uważnym, zapomnieć o spontaniczności, zabawie, beztrosce.
Piękna, poruszająca, mądra i bardzo delikatna forma przekazu. Jej niewątpliwą wartością jest bardzo trudna treść na temat realności życia w czasie drugiej wojny światowej przy jednoczesnym poszanowaniu wrażliwości młodego czytelnika i jego możliwości emocjonalnych.
Książka powstała we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, z którego archiwów można dowiedzieć się więcej na temat Elżbiety Łaniewskiej.
Bardzo polecam tę pozycję i zachęcam do towarzyszenia dzieciom podczas lektury i później, kiedy rodzi się mnóstwo pytań.
Paweł Beręsewicz
Czy wojna jest dla dziewczyn?
Ilustracje Olga Reszelska
Wydawnictwo Literatura
- Możemy wejść i zaczekać na nią? - spytał grzecznie młodszy z nich.
Wyglądali bardzo milo i pomyślałam, że to na pewno znajomi tatusia i że mają o nim jakieś nowe wiadomości.Wpuściłam ich do pokoju i poprosiłam, żeby usiedli.
- Ależ z ciebie miła i mądra dziewczynka - powiedział znów ten sam i pogłaskał mnie po głowie. - Tatuś jest pewnie bardzo z ciebie dumny.
Uśmiechnął się i przyjrzał mi się badawczo.
- Nie wiem - odpowiedziałam i zarumieniłam się trochę.
Drugi mężczyzna wyjął z kieszeni paczkę cukierków, a pierwszy powiedział:
- Proszę, poczestuj się, tatuś pewnie też ci takie kupuje, prawda?
- Nie, proszę pana, takich jeszcze nie jadłam - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Zaśmiali się obaj, a ja byłam już prawie pewna, że zaraz opowiedzą mi coś o tatusiu.Oni jednak tylko pytali.
- A gdzie jest teraz twój tatuś? - mrugnął dumnie ten młodszy. - Bardzo się z nim przyjaźnimy. chcielibyśmy z nim porozmawiać.
- Tatuś się ukrywa i tylko mamusia wie gdzie - chciałam powiedzieć, ale coś mnie powstrzymało.
Przypomniał mi się pewien przemiły wilk.
Czasy drugiej wojny światowej i pytanie tytułowe: Czy wojna jest dla dziewczyn?
Książka jest zainspirowana wspomnieniami Czarnej Elki, czyli Elżbiety Łaniewskiej, która była harcerką Szarych Szeregów, powstańcem warszawskim, ale przede wszystkim - dzieckiem.
Wojna bardzo brutalnie wkroczyła w świat Eli i nic już nie było takie samo, nic już nie było bezpieczne. Należało stać się czujnym i uważnym, zapomnieć o spontaniczności, zabawie, beztrosce.
Piękna, poruszająca, mądra i bardzo delikatna forma przekazu. Jej niewątpliwą wartością jest bardzo trudna treść na temat realności życia w czasie drugiej wojny światowej przy jednoczesnym poszanowaniu wrażliwości młodego czytelnika i jego możliwości emocjonalnych.
Książka powstała we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, z którego archiwów można dowiedzieć się więcej na temat Elżbiety Łaniewskiej.
Bardzo polecam tę pozycję i zachęcam do towarzyszenia dzieciom podczas lektury i później, kiedy rodzi się mnóstwo pytań.
Paweł Beręsewicz
Czy wojna jest dla dziewczyn?
Ilustracje Olga Reszelska
Wydawnictwo Literatura
Subskrybuj:
Posty (Atom)



