Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piątkowska R.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piątkowska R.. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Renata Piątkowska "Wszystkie moje mamy"
Pana Szymona Baumana codziennie można spotkać w parku. W długim płaszczu i czarnym kapeluszu spaceruje asfaltowymi alejkami, a potem zmęczony siada na ławce. Może tak siedzieć godzinami. Ma przymknięte oczy i wygląda, jakby drzemał. Ale on nie śpi i chyba nikt z was nie zgadłby, o czym wtedy myśli. Kiedyś opowiedział mi o tym, a zaczął tak:
- Wystarczy, że zamknę oczy, a znowu widzę pod powiekami te obrazy. Jedne trochę wyblakłe, jakby zamazane, na innych widać wyraźnie każdy szczegół. Ciągle powracają, a wraz z nimi ten mały chłopczyk w krótkich spodenkach i sznurowanych bucikach. Te sznurowadła to było moje utrapienie. Kiedy biegłem przez podwórko, zawsze wlokły się za mną po ziemi, a gdy próbowałem je zawiązać, zamiast kokardek wychodziły mi wielkie supły. Ale kto by tam przejmował się sznurowadłami, kiedy trzeba było kryć się za śmietnikiem, bo najlepszy kolega Dawid ostrzeliwał mnie spod trzepaka. Wołał przy tym:
- Pif-paf! Pif-paf! Już po tobie!
- Nieprawda! Wcale mnie nie trafiłeś! - upierałem się i przywierałem mocniej do ziemi.
- No dobra, to teraz ja uciekam, a ty mnie gonisz - rozkazywał i już gnaliśmy dookoła kamienicy, wymachując drewnianymi karabinami.
Dawid czasem lubił udawać rannego. Obwiązywał sobie wtedy kolano chusteczką i kuśtykając przez podwórko, jęczał:
- Ojej, dostałem w nogę. Strasznie boli. Należny mi się medal.
Medale robiliśmy z guzików owiniętych w złotka z chanukowych pieniążków z czekolady. Ponieważ obaj byliśmy dzielnymi generałami, to przy każdej okazji Dawid wręczał mi jeden medal, a ja drugi, taki sam, dawałem jemu. W domu ciągle słyszeliśmy, że nadciąga wojna, więc postanowiliśmy, że z najwyższego drzewa na naszym podwórku będziemy obserwować, czy ta wojna juz nadchodzi.
- A co zrobimy, jak zobaczymy niemieckich żołnierzy? - spytał Dawid.
- No, jak to co? Powiemy mojemu tacie! Mina im zrzędnie, jak zobaczą, z kim zadarli! - zawołałem, bo przecież wiadomo, że mój tata jest najsilniejszy na świecie. - Możemy też walić w nich z góry ogryzkami - dodałem po namyśle.
- Albo zostaniemy szpiegami. - Dawid, jak zwykle, miał zwariowane pomysły. - Zakradniemy się w nocy do ich obozu i zabierzemy wszystkie pistolety. i jeszcze nasikamy im do hełmów - zachichotał.
- Tak, właśnie tak wyobrażaliśmy sobie te wojnę - westchnął pan Szymon. - Ale kiedy wybuchła, na nic zdały się nasze drewniane karabiny, ogryzki i punkt obserwacyjny na drzewie. W całej Warszawie słychać było wybuchy i terkot karabinów maszynowych. Kiedy nadlatywały niemieckie bombowce, najpierw rozlegało się takie dziwne brzęczenie, a potem samoloty z każdą chwilą robiły się oraz większe. Wtedy musieliśmy chować się w piwnicy, a one krążyły nad nami jak wściekłe osy. w wielkich brzuchach miały pełno bomb, które spadały na miasto ze świstem.
Piękna książka. Jest hołdem złożonym Irenie Sendlerowej i jej podobnym za ocalenie około 2500 dzieci z warszawskiego getta. Szymek jest jednym z ocalonych.
Historia opowiedziana z perspektywy dziecka z niezwykłą wrażliwością i wyczuciem jego emocjonalności.
Dramatyzm książki polega, według mnie, na tym, że jesteśmy świadkami rozpadu dziecięcego świata, i tego realnego, i tego fantazyjnego. To co, można było w nim ocalić, zostało podjęte przez ofiarnych dorosłych. Inne sprawy dotknęła bezradność.
Jedna z lektur obowiązkowych na półce.
Renata Piątkowska
Wszystkie moje mamy
Ilustracje Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo Literatura
niedziela, 13 lipca 2014
Renata Piątkowska "Najwierniejsi przyjaciele. Niezwykłe psie historie"
Bratek
Czy chore dzieci może odwiedzać pies i leczyć je niczym prawdziwy lekarz? Ano może. nie ma co prawda białego fartucha, nie zagląda nikomu do gardła i nie robi zastrzyków, ale na swój sposób leczy. a pacjencji czekają niecierpliwie, kiedy pan doktor w jedwabistym futerku poda im łapę, pomacha ogonem i poliże po głowie. Małe rączki chętnie gładzą wielki, kosmaty łeb, a niektóre dotykają nawet paluszkiem mokrego, czarnego nosa.
Ale z Julka było inaczej, ona miała oczy pełne łez i, co gorsza, od wielu dni nie odezwała się do nikogo ani słowem. Leżała z noga w gipsie i kiedy ktoś ja odwiedzał, udawała, ze śpi, lub w milczeniu obserwowała sufit.
- Julciu, skarbie, jak się czujesz? - dopytywała się mama.
- Ale masz rurę na nodze! super - młodszy brat, Franek, popukał palcem w bialutki gips. - Mogę ci tu narysować śmieciarę? - spytał, wymachując czerwonym flamastrem.
nie usłyszał odpowiedzi, bo siostra odwróciła głowę i zamknęła oczy.
Właściwie nie czuła się źle. Jeżeli za bardzo się nie wierciła, to noga jej nie bolała. Było jej tylko trochę niewygodnie. Ale Julka nie chciała się do nikogo odzywać. Wiedziała, że prędzej wybuchnie płaczem, niż powie choć słowo. Ciągle dudniły jej w głowie słowa doktora, który powiedział do rodziców:
Po zdjęciu gipsu czeka ją długa rehabilitacja. mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, i noga będzie sprawna. Ale to musi potrwać.
"Jak to: MUSI POTRWAĆ?" - myślała wystraszona dziewczynka. przecież ona była tancerka, chodziła do szkoły baletowej i za miesiąc miała tańczyć w prawdziwym przedstawieniu. A tu na nodze zamiast atłasowej baletki miała okropny, twardy gips. i choć rodzice ciągle powtarzali, ze wszystko będzie dobrze, Julka wiedziała swoje. Była pewna,że już nigdy nie będzie dobrze, i nie chciała o tym rozmawiać.
- Ona ciągle milczy albo płacze. To nie musi tak być. wszyscy próbujemy jakoś ja pocieszać, a Julcia nie chce nawet spojrzeć w naszą stronę. - mama była wyraźnie zmartwiona.
- A kiedy wczoraj przyszły dziewczyny z jej klasy nakryła sobie głowę poduszką. One ją o coś pytały, ale Julka się nie odezwała, więc sobie poszły. potem długo pociągała nosem i miała czerwone oczy - naskarżył Franek.
W końcu ktoś wpadł na pomysł, że Julce mógłby pomóc pies. Podobno taki specjalnie szkolony czworonóg może zdziałać więcej niż cala rodzina i wszystkie koleżanki razem wzięte.
- Ojej, to Julkę będzie leczył jakiś Ciapek? - Mały Franek aż otworzył buzię ze zdziwienia, ale nikt go nie słuchał.
Za to po kilku dniach Julkę odwiedził dziwny gość. Był wielki, miał piękne złociste futerko i oczy jak dwa błyszczące kasztanki. Jego opiekun przywitał się z Julką i choć ona nawet na niego nie spojrzała, powiedział:
- To jest bratek. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, posiedzi z tobą przez chwilkę.
Znakomita idea książki. Zebrane w jednym miejscu bardziej lub mniej znanie historie o czworonożnych przyjaciołach. Autorka zwraca szczególną uwagę na ich wierność, mądrość i zaangażowanie.
W książce można spotkać Barrego, który zasłynął jako ratownik górski; Hachiko, który po śmierci swego pana czekał na niego przez dziesięć lat na dworcu; Czarusia, który zaopiekował się osieroconymi jeżami; Bartka odwiedzającego w szpitalu chore dzieci itd.
Bardzo lubię książki pani Renaty Piątkowskiej. Ma na swojej liście pozycje wyjątkowe, ale ta jest po prostu dobra. Mam wrażenie płaskości emocjonalnej, niewykorzystywanej idei, zaliczenia kolejnego tomu. Warto wziąć do ręki (bo ładnie wydana), przeczytać i ... oddać do biblioteki.
W nawiązaniu do książki, zarekomenduję film (ze wspaniałą muzyką) Mój przyjaciel Hachiko.
Tym, którzy jeszcze nie widzieli tego przepięknego obrazu, gorąco polecam. Chusteczki niezbędne.
Renata Piątkowska
Najwierniejsi przyjaciele. Niezwykłe psie historie
Ilustracje Katarzyna Bukiert
Wydawnictwo Bis
Czy chore dzieci może odwiedzać pies i leczyć je niczym prawdziwy lekarz? Ano może. nie ma co prawda białego fartucha, nie zagląda nikomu do gardła i nie robi zastrzyków, ale na swój sposób leczy. a pacjencji czekają niecierpliwie, kiedy pan doktor w jedwabistym futerku poda im łapę, pomacha ogonem i poliże po głowie. Małe rączki chętnie gładzą wielki, kosmaty łeb, a niektóre dotykają nawet paluszkiem mokrego, czarnego nosa.
Ale z Julka było inaczej, ona miała oczy pełne łez i, co gorsza, od wielu dni nie odezwała się do nikogo ani słowem. Leżała z noga w gipsie i kiedy ktoś ja odwiedzał, udawała, ze śpi, lub w milczeniu obserwowała sufit.
- Julciu, skarbie, jak się czujesz? - dopytywała się mama.
- Ale masz rurę na nodze! super - młodszy brat, Franek, popukał palcem w bialutki gips. - Mogę ci tu narysować śmieciarę? - spytał, wymachując czerwonym flamastrem.
nie usłyszał odpowiedzi, bo siostra odwróciła głowę i zamknęła oczy.
Właściwie nie czuła się źle. Jeżeli za bardzo się nie wierciła, to noga jej nie bolała. Było jej tylko trochę niewygodnie. Ale Julka nie chciała się do nikogo odzywać. Wiedziała, że prędzej wybuchnie płaczem, niż powie choć słowo. Ciągle dudniły jej w głowie słowa doktora, który powiedział do rodziców:
Po zdjęciu gipsu czeka ją długa rehabilitacja. mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, i noga będzie sprawna. Ale to musi potrwać.
"Jak to: MUSI POTRWAĆ?" - myślała wystraszona dziewczynka. przecież ona była tancerka, chodziła do szkoły baletowej i za miesiąc miała tańczyć w prawdziwym przedstawieniu. A tu na nodze zamiast atłasowej baletki miała okropny, twardy gips. i choć rodzice ciągle powtarzali, ze wszystko będzie dobrze, Julka wiedziała swoje. Była pewna,że już nigdy nie będzie dobrze, i nie chciała o tym rozmawiać.
- Ona ciągle milczy albo płacze. To nie musi tak być. wszyscy próbujemy jakoś ja pocieszać, a Julcia nie chce nawet spojrzeć w naszą stronę. - mama była wyraźnie zmartwiona.
- A kiedy wczoraj przyszły dziewczyny z jej klasy nakryła sobie głowę poduszką. One ją o coś pytały, ale Julka się nie odezwała, więc sobie poszły. potem długo pociągała nosem i miała czerwone oczy - naskarżył Franek.
W końcu ktoś wpadł na pomysł, że Julce mógłby pomóc pies. Podobno taki specjalnie szkolony czworonóg może zdziałać więcej niż cala rodzina i wszystkie koleżanki razem wzięte.
- Ojej, to Julkę będzie leczył jakiś Ciapek? - Mały Franek aż otworzył buzię ze zdziwienia, ale nikt go nie słuchał.
Za to po kilku dniach Julkę odwiedził dziwny gość. Był wielki, miał piękne złociste futerko i oczy jak dwa błyszczące kasztanki. Jego opiekun przywitał się z Julką i choć ona nawet na niego nie spojrzała, powiedział:
- To jest bratek. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, posiedzi z tobą przez chwilkę.
Znakomita idea książki. Zebrane w jednym miejscu bardziej lub mniej znanie historie o czworonożnych przyjaciołach. Autorka zwraca szczególną uwagę na ich wierność, mądrość i zaangażowanie.
W książce można spotkać Barrego, który zasłynął jako ratownik górski; Hachiko, który po śmierci swego pana czekał na niego przez dziesięć lat na dworcu; Czarusia, który zaopiekował się osieroconymi jeżami; Bartka odwiedzającego w szpitalu chore dzieci itd.
Bardzo lubię książki pani Renaty Piątkowskiej. Ma na swojej liście pozycje wyjątkowe, ale ta jest po prostu dobra. Mam wrażenie płaskości emocjonalnej, niewykorzystywanej idei, zaliczenia kolejnego tomu. Warto wziąć do ręki (bo ładnie wydana), przeczytać i ... oddać do biblioteki.
W nawiązaniu do książki, zarekomenduję film (ze wspaniałą muzyką) Mój przyjaciel Hachiko.
Tym, którzy jeszcze nie widzieli tego przepięknego obrazu, gorąco polecam. Chusteczki niezbędne.
Renata Piątkowska
Najwierniejsi przyjaciele. Niezwykłe psie historie
Ilustracje Katarzyna Bukiert
Wydawnictwo Bis
poniedziałek, 4 lutego 2013
Renata Piatkowska "Opowiadania z piaskownicy"
Bo ja nie lubię, kiedy mama patrzy na mnie w taki dziwny sposób. Od tego spojrzenia robi mi się zimno i nie wiem, jak mam jak mam ja przekonać, ze nie zrobiłem nic złego. Zresztą pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć dorosłym. bo na przykład czy to moja wina, że Kuba położył swoje okulary na ławeczce w szatni? Położył je tam, bo twierdził, że buty są wystarczająco duże i widzi je nawet bez okularów. Chwilę potem ja usiadłem obok Kuby, a spod mojego siedzenia rozległ się cichy trzask. Zawstydziłem się trochę, bo pomyślałem... no wiecie co. Ale to nie było to. Tym razem był to odgłos miażdżonych okularów. Oprawka złamała się w kilku miejscach. Kuba był mi bardzo wdzięczny, bo przez te okulary nie mógł biegać i okładać się z chłopakami. Gdy zobaczył, co się stało, poklepał mnie po plecach i uśmiechnął się od ucha do ucha. Jego mama wprost przeciwnie. Łapiąc się za głowę zawołała:
- To już trzecie oprawki w tym miesiącu. I pociągnęła Kobę do wyjścia, a on niedowidząc, złapał plecaczek Marty zamiast swojego i pobiegł za mamą.
I czy można mieć o to jakieś pretensje? Potem w tramwaju to tez nie była moja wina, że osiadła koło nas największa pani, jaka w życiu widziałem. Ledwo mieściła się na swoim plastikowym krzesełku. pomyślałem, że musi być bardzo silna, chyba nawet silniejsza od mojego niezwyciężonego wojownika. Trochę się bałem, ze jak tramwaj przyhamuje, to ta pani się przechyli i nas przygniecie.
- Tomku, przestań tak natarczywie przyglądać się tej kobiecie - szepnęła mi do ucha mama.
- Mamo, ta pani jest wielka jak góra. nawet Alibaba i czterdziestu rozbójników nie mieliby z nią szans. Co trzeba jeść, żeby być takim silnym? - spytałem, niestety chyba trochę za głośno, bo spod wyskubanych brwi spojrzały na mnie oczy bazyliszka.
Zwalista postać sapnęła ze złości, a mama zrobiła się czerwona jak wiśnia i pociągnęła mnie do wyjścia. Wysiedliśmy, chociaż to jeszcze nie był nasz przystanek.
Świetna książka!
Jest zbiorem kilkunastu opowiadań o codzienności przedszkolaka Tomka. Wielki świat dorosłych i dziecięca perspektywa są zderzeniem, które rodzi komizm sytuacyjny. A jest go tutaj naprawdę dużo. Tomek poznaje świat całym sobą - angażuje emocje, zmysły, wyobraźnię, dziecięcą logikę, aktywność. Odkrywa otaczający go świat - pierwszy raz idzie do fryzjera, do kina, jedzie windą, nakłada narty itd
Pięknie napisana, ładnie wydana.
Gorąco zachęcam. A Ci, przed którymi jeszcze dwa tygodnie ferii nie pożałują, jeśli wrzucą tę książeczkę do walizki.
Renata Piątkowska
Opowiadania z piaskownicy
Ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Bis
niedziela, 9 grudnia 2012
Renata Piatkowska "Nie ma nudnych dni"
Renata Piątkowska
Nie ma nudnych dni
Ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Bis
To miał być zwyczajny dzień, ale wyprawa na ryby odebrała mu nudną codzienność. Było tak, jakby ktoś zdjął nagle z siebie szary, pospolity płaszcz, a pod spodem ukazał się fantastyczny, kolorowy kostium. Ten dzień pozbył się szarego płaszcza w chwili, gdy tata obiecał mi wyprawę na ryby. Poczułem się wyróżniony. Takiej wycieczki nie proponuje się mazgajom czy maluchom - to męska sprawa. Gdy nadeszła ta wymarzona sobota, tata był gotowy do drogi już o piątej rano. Ja niestety nie. Nie mogłem pojąć, dlaczego właściwie na ryby trzeba jechać tak wcześnie. Rybom jest przecież chyba obojętne, o której godzinie się je złowi. Więc po co ta pobudka o świcie? Po co ten pośpiech? Niewiele brakowało a tata pojechałby sam. Jego zniecierpliwienie osiągnęło zenit, kiedy jeszcze rozespany przy śniadaniu wylałem na siebie kakao i musiałem się przebrać. A gdy w ciemnej i cieplutkiej sypialni przysiadłem na łóżku, by zdjąć poplamione ubranie, jakoś tak nie wiadomo kiedy, opadłem na poduszkę i zdrzemnąłem się kwadransik. W końcu mama mnie znalazła i po chwili, gotowego do drogi, wypchnęła za drzwi. Tata spojrzał ponuro na zegarek, a potem poderwał samochód z takim impetem, że zostałem jakąś niewidzialną ręką wciśnięty z całą silą w fotel, a koszyk z drugim śniadaniem, który spakowała nam mama, niebezpiecznie zachybotał. Na szczęście później, na trasie, auto kołysało się już usypiająco, więc całą drogę smacznie spałem. Gdy dotarliśmy na miejsce, nad rzeką właśnie wstawał świt. Było chłodno, a drugi brzeg przesłaniały pasma mgieł. Dookoła panowała taka cisza, że aż dzwoniło w uszach.
Tata troskiliwie ułożył na brzegu wędki i właśnie zawrócił do samochodu po dwa małe, składane krzesełka, gdy coś sobie przypomniałem i zawołałem donośnie:
- Tato, możesz mi przy okazji przynieść gumę do żucia? Leży na przednim fotelu!
Na dźwięk mego głosu tata podskoczył nerwowo, a potem podszedł do mnie i szeptem pouczył:
- Maciek, nie krzycz tak tak. Łowiąc ryby, trzeba zachowywać się cicho, bardzo cicho.
- Po pierwsze, jeszcze ich nie łowimy - odparłem, lekko zawstydzony - a po drugie ryby przecież i tak nas nie słyszą, bo nie mają uszu.
- Maciek - tata nie miał zamiaru wdawać się w dyskusję, tylko znacząco przystawił palec do ust i nakazał - ciii.
Pełna ciepła i optymizmu książka.
Główny bohater Maciek, jest trzecioklasistą. Książka opowiada o codziennym życiu rodziny, którą oprócz rodziców tworzą babcia, Maciek i kilkuletnia siostra Oliwka. Jak to jest, kiedy pierwszy raz się idzie do dentysty, dostaje pierwszy list? Do czego może służyć szczoteczka do zębów? Dlaczego wujek weterynarz jest taki ciekawy? W jaki sposób św. Mikołaj dostarcza prezenty? Jak działa i do czego służy czarodziejski płyn? Na te i wiele innych pytań odpowie tekst.
Dla nas, być może, zwyczajność, dla dziecka świat przeżywany po raz pierwszy, emocjonujący, nie do końca zrozumiały. I tak powstaje humor sytuacyjny, który nie jest pozbawiony refleksji czy mądrości.
Mnie czytało się tę książkę cudownie. Syn zachęcony śmiechem, choć sięga po poważniejszą lekturę, zaczął ukradkiem podczytywać i stwierdził: niezła.
Gorąco polecam.
Renata Piątkowska
Nie ma nudnych dni
Ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Bis
Nie ma nudnych dni
Ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Bis
To miał być zwyczajny dzień, ale wyprawa na ryby odebrała mu nudną codzienność. Było tak, jakby ktoś zdjął nagle z siebie szary, pospolity płaszcz, a pod spodem ukazał się fantastyczny, kolorowy kostium. Ten dzień pozbył się szarego płaszcza w chwili, gdy tata obiecał mi wyprawę na ryby. Poczułem się wyróżniony. Takiej wycieczki nie proponuje się mazgajom czy maluchom - to męska sprawa. Gdy nadeszła ta wymarzona sobota, tata był gotowy do drogi już o piątej rano. Ja niestety nie. Nie mogłem pojąć, dlaczego właściwie na ryby trzeba jechać tak wcześnie. Rybom jest przecież chyba obojętne, o której godzinie się je złowi. Więc po co ta pobudka o świcie? Po co ten pośpiech? Niewiele brakowało a tata pojechałby sam. Jego zniecierpliwienie osiągnęło zenit, kiedy jeszcze rozespany przy śniadaniu wylałem na siebie kakao i musiałem się przebrać. A gdy w ciemnej i cieplutkiej sypialni przysiadłem na łóżku, by zdjąć poplamione ubranie, jakoś tak nie wiadomo kiedy, opadłem na poduszkę i zdrzemnąłem się kwadransik. W końcu mama mnie znalazła i po chwili, gotowego do drogi, wypchnęła za drzwi. Tata spojrzał ponuro na zegarek, a potem poderwał samochód z takim impetem, że zostałem jakąś niewidzialną ręką wciśnięty z całą silą w fotel, a koszyk z drugim śniadaniem, który spakowała nam mama, niebezpiecznie zachybotał. Na szczęście później, na trasie, auto kołysało się już usypiająco, więc całą drogę smacznie spałem. Gdy dotarliśmy na miejsce, nad rzeką właśnie wstawał świt. Było chłodno, a drugi brzeg przesłaniały pasma mgieł. Dookoła panowała taka cisza, że aż dzwoniło w uszach.
Tata troskiliwie ułożył na brzegu wędki i właśnie zawrócił do samochodu po dwa małe, składane krzesełka, gdy coś sobie przypomniałem i zawołałem donośnie:
- Tato, możesz mi przy okazji przynieść gumę do żucia? Leży na przednim fotelu!
Na dźwięk mego głosu tata podskoczył nerwowo, a potem podszedł do mnie i szeptem pouczył:
- Maciek, nie krzycz tak tak. Łowiąc ryby, trzeba zachowywać się cicho, bardzo cicho.
- Po pierwsze, jeszcze ich nie łowimy - odparłem, lekko zawstydzony - a po drugie ryby przecież i tak nas nie słyszą, bo nie mają uszu.
- Maciek - tata nie miał zamiaru wdawać się w dyskusję, tylko znacząco przystawił palec do ust i nakazał - ciii.
Pełna ciepła i optymizmu książka.
Główny bohater Maciek, jest trzecioklasistą. Książka opowiada o codziennym życiu rodziny, którą oprócz rodziców tworzą babcia, Maciek i kilkuletnia siostra Oliwka. Jak to jest, kiedy pierwszy raz się idzie do dentysty, dostaje pierwszy list? Do czego może służyć szczoteczka do zębów? Dlaczego wujek weterynarz jest taki ciekawy? W jaki sposób św. Mikołaj dostarcza prezenty? Jak działa i do czego służy czarodziejski płyn? Na te i wiele innych pytań odpowie tekst.
Dla nas, być może, zwyczajność, dla dziecka świat przeżywany po raz pierwszy, emocjonujący, nie do końca zrozumiały. I tak powstaje humor sytuacyjny, który nie jest pozbawiony refleksji czy mądrości.
Mnie czytało się tę książkę cudownie. Syn zachęcony śmiechem, choć sięga po poważniejszą lekturę, zaczął ukradkiem podczytywać i stwierdził: niezła.
Gorąco polecam.
Renata Piątkowska
Nie ma nudnych dni
Ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Bis
Subskrybuj:
Posty (Atom)



