Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasdepke G.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasdepke G.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2013

Grzegorz Kasdepke "W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko"

Po południu wyprowadziłam swoje zwierzątko na spacer.
 Chodziliśmy po całym parku, zerkając na mijane osoby.
- Chciałabyś mieć takiego pieska? - zapytał pan w okularach, gdy przystanęłam przy jego kundelku.
- Być może mam - odpowiedziałam.
- Jak to ? - zdziwił się pan.
- W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko - wyjaśniłam. - Ale nie wiem, czy to piesek.
Pan uśmiechnął się, pokiwał głową - i poszedł.
- Chciałabyś takiego kotka? - zapytała pani w płaszczu, widząc, że przyglądam się niesionej przez nią klatce.
- Być może mam - odpowiedziałam. 
- Jak to ? - zdumiała się pani.
- W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko - wytłumaczyłam. - Ale nie wiem, czy to kotek.
Pani zachichotała, pokiwała, głową i ruszyła dalej.
Zatrzymałam się jeszcze przy wiewiórkach, ptaszkach i przy stawie, w którym pływają karpie. ale zwierzątko nie chciało się z nimi bawić. Choć na widok karpi lekko zabulgotało. Może to rybka?
Pomysł przyniosło życie plus ciekawość i wyobraźnia autora. Powstała książka tak cudowna w swej prostocie, że trudno się nie zachwycać. Każdy, kto choć trochę obcuje z dziećmi, wie, jak potężną siłą jest wyobraźnia. Fantazja dodaje przeżyć, często chroni, czasami niestety przeszkadza. Tu jest zaopiekowana i doceniona.
Dodatkowy atut to subtelne poczucie humoru. Jedna z najpiękniejszych wśród pięknych książek Grzegorza Kasdepke.
Fabuły można uszczknąć czytając prezentowany powyżej fragment.
Bardzo polecam.

Grzegorz Kasdepke
Ilustracje Tomek Kozłowski
Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 14 grudnia 2012

Grzegorz Kasdepke "Kacperiada"


Uwaga na baterie!
Za kazdym razem, gdy mój synek, Kacper, jedzie do babci Bogusi, wraca od niej z jakimś prezentem - przeważnie takim, od którego boli mnie głowa.
Albo jet to elektryczne pianino, głośne i piszczące niczym psiak na deskorolkach; albo jest to zdalnie sterowany samochód, trąbiący na mnie, gdy tylko stanę na jego drodze, a ostatnio przywiózł robota - wielkiego jak walizka, a hałaśliwego jak cały pociąg.
Zabawki te mają jedną zaletę - wszystkie są na baterie, a baterie, o czym każdy wie, szybko się wyładowują. Kacper zaś nigdy nie pamięta, by kupić nowe - dopóki więc nie pojedzie znowu do babci Bogusi, mamy spokój.
Robot zgodnie z moimi przewidywaniami już na drugi dzień z rana zaczął charczeć, wieczorem zaś umilkł całkowicie; pomrugiwał tylko zaczerwienionymi oczami, jakby był chory...
- Ooo, biedny...- zmartwiłem się nieszczerze. - Jutro musimy coś z nim zrobić!...
Po cichu jednak liczyłem na to, ze Kacper w przedszkolu zapomni o robocie.
Nie muszę więc pisać, jak bardzo byłem rozczarowany, gdy mój synek, od razu po przyjściu z przedszkola, zapytał chrapliwym głosem:
- Co robimy z tym robotem?...
Zdumiałem się brzmieniem jego głosu.
- Synu, dlaczego tak chrypisz? - zapytałem.
- Widocznie wyczerpały mi się baterie - wychapał Kacper.
Kazałem mu otworzyć  buzię, wysunąć język i powiedzieć "Aaa!..."
Gardło miał czerwieńsze od pomidora A czoło gorące jak kaloryfer.
- Dobra, zmierz temperaturę! - powiedziałem. A ja w tym czasie zadzwonię do lekarza! 

Lekarz był już po godzinie.
Zbadał Kacpra, zapisał mu leki i nie pozwolił mu ruszać się z łóżka przez dwa dni.
- Przez ten czas podładujesz bateryjki! - zażartował. - A potem będziesz jak nowy!...
Kacper popatrzył na mnie zdziwiony - bateryjki?...
- Tak się mówi...- wyjaśniłem.
Kacprowi wpadł do głowy jakiś pomysł. Zaczął szeptać po cichu z lekarzem - ten roześmiał się nagle, a potem wypisał na nowo receptę. Pożegnali się jak starzy kumple.
Wieczorem poszedłem do apteki. Pani aptekarka zaglądając do recepty podawała mi wciąż nowe leki; w pewnym momencie jednak znieruchomiała ze wzrokiem wbitym w niewyraźne pismo lekarza.
- Wie pan... - powiedziała w końcu. - Baterie to pan może kupić w kiosku...
- Co proszę?! - zapytałem zdumiony.
U dołu recepty, czarno na białym, stało: "4 baterie R-14!"
Roześmiałem się, zapłaciłem za leki, no a wracając do domu zahaczyłem jeszcze o kiosk - bo lekarzy trzeba słuchać...
- Masz?... - zapytał Kacper.
- Mam...- powiedziałem próbując zachować powagę. Dałem mu tebletki, syrop, a na końcu wyciągnąłem z kieszeni baterie. - A to dla robota!...
Kacper rzucił mi się na szyję.
- Tylko pamiętaj!...- wystękałem na pół przyduszony - żeby ten robot się trochę oszczędzał...Przynajmniej teraz, gdy jesteś chory...

Zabawne historyjki z udziałem Kacperka i, bardzo często, jego taty. Poznajemy też Magdę, występującą w roli żony, mamy, rodzinnego obserwatora. Mini klopociki, mini tarapaty, ale w życiu malucha ważne i poważne. Zwyczajne dziecko, zwyczajni rodzice i zwyczajne życie, tyle ze z dystansem i poczuciem humoru. A rodzic z tej książki (niby tylko dla dzieci) może naprawdę wiele skorzystać. Podstawowa nauka brzmi: słuchaj swojego dziecka i bądź z nim.

Grzegorz Kasdepke
Kacperiada Opowiadania dla łobuzów i nie tylko
Ilustracje Piotr Rychel
Wydawnictwo Literatura

wtorek, 16 października 2012

Grzegorz Kasdepke "Poradnik hodowcy aniołów"

Oblatywanie aniołów jest niezbędne dla ich prawidłowego rozwoju. Zwłaszcza zimą, kiedy z konieczności muszą one spędzać długie godziny nocne w zamknięciu. Rozruszanie ich skrzydeł jest pierwszą rzeczą, o jakiej każdego poranka powinien pomyśleć hodowca. Aniołów z reguły nie trzeba motywować do lotu - otworzenie anielika i woliery jest dla nich wystarczającą zachętą. Czasami jednak po długim siedzeniu w bezruchu w zesztywniałe mięśnie ich skrzydeł wkrada się lenistwo i już po krótkim locie szykują się do lądowania. Należy temu ze wszystkich sił przeciwdziałać. Hodowcy niechętnie przyznają, że najlepszą metodą pobudzania aniołów do lotu jest stare i dość prymitywne, ale jednak skuteczne bujanie. Na czym ono polega? Złośliwi mówią: na machaniu przywiązaną do kija szmatą. Być może nie jest to najbardziej wyrafinowana metoda, ale nawet jej wrogowie przyznają, że widok hodowcy z kijem w ręku, nad którego głową kołują anioły, jest niezwykle efektowny.(...)
Przygotowując anioły do długiego lotu, hodowca powinien pamiętać, że najlepsze efekty daje trening połączony z zabawą. Anioły mają naturalną potrzebę latania i jeżeli raz w tym zasmakują, nie trzeba ich będzie specjalnie zachęcać. Z natury beztroskie i pogodne, chętnie uczestniczą we wszelkich wyścigach, pogoniach czy konkursach zręcznościowych. A jednak dobry hodowca powinien pamiętać o treningu wytrzymałościowym. Od czasu do czasu, najlepiej raz w tygodniu, zasadne wydaje się wywiezienie aniołów daleko od anielika i zmuszanie ich do pokonania całej trasy o własnych silach. Początkowo dystans nie powinien przekraczać pięćdziesięciu kilometrów. dalsze etapy treningu wymagają pokonywania co tydzień nawet do dwóch tysięcy kilometrów.

Autor przyzwyczaił mnie do innego typu lektury. Byłam ciekawa, co może znajdować się w książce pod tak znaczącym tytułem. Z jednej strony baśń, z drugiej historia Marty osadzona w bardzo twardej rzeczywistości. Czasami miałam wrażenie, że czytam dwie oddzielne książki, jakbym poruszała się w dwóch odrębnych światach. Ciekawie skonstruowana fabuła, budująca napięcie i oczekiwanie. Wątki splatają się ze sobą tworząc baśniową całość, w którą po prostu chce się wierzyć. W efekcie czytelnik dostaje książkę pełną mądrości, nadziei i ciepła. Gorąco polecam nieco starszym dzieciom, młodzieży i dorosłym
Tomik pięknie wydany, niestety z fatalnymi ilustracjami.

Grzegorz Kasdepke
Poradnik hodowcy aniołów 
Ilustracje Łukasz Samsonowicz
Wydawnictwo Literatura

niedziela, 20 maja 2012

Grzegorz Kasdepke "Wielka księga uczuć"


Drodzy Czytelnicy mali i duzi, świat jest pełen cudów. Wystarczy popatrzeć na ludzi wędrujących po ulicach - każda osoba to cud. Przecież mogło jej nie być! Przecież jej rodzice mogli nigdy się nie spotkać, nie pokochać, a tu proszę...
Ty tez jesteś cudem, Drogi Czytelniku. Nie wiem ile masz lat, nie wiem, czy jesteś mały, czy duży, ale wiem, że jesteś cudem. Spośród milionów ludzi Twoi rodzice wybrali właśnie siebie - i dlatego teraz jesteś. To prawdziwy cud.
Niektórzy  twierdzą, że dzieciom nie należy mówić o cudach, bo nie są w stanie ich zrozumieć. Czyżby? Mam wrażenie, ze dzieci pojmują cuda w lot. W przeciwieństwie do dorosłych, którzy wszystko tłumaczą pokrętnie. Na przykład skąd się biorą dzieci. A o cudach należy mówić wprost. Bo są tak cudowne, że nic tego nie zmieni.
   Ze wstępu Horror! czyli skąd się biorą dzieci.

Książki Grzegorza Kasdepke rozgościły się na naszych domowych półkach na dobre.
Tym razem Nasza Księgarnia proponuje zbiór trzech pozycji w jednej. Łączy je postać niezwykłej pani Miłki oraz grupa starszaków pewnego przedszkola.
Autor, opowiadając o codzienności przedszkola oraz pewnym niezwykłym projekcie, oswaja młodego czytelnika z przeróżnymi uczuciami. Są wśród nich tęsknota, wstyd, pogarda, strach, smutek, szczęście i inne. Każdy rozdział zawiera cztery elementy: krótkie opowiadanie, wyjaśnienie uczucia, rady dla dzieci i dorosłych. Bardzo przystępna i pomysłowa forma literacka wprowadzania dzieci w skomplikowany świat wewnętrzny.
Część trzecia jest znakomicie opowiedzianą historią pojawiania się dziecka na świecie.
Ujął mnie wstęp, który zacytowałam na początku, ponieważ tak właśnie traktuje czytelnika Grzegorz Kasdepke - z szacunkiem i czułością.

Grzegorz Kasdepke 
Wielka księga uczuć zawiera tytuły
Tylko bez całowania! czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami
Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach
Horror! czyli skąd się biorą dzieci
Ilustrował Marcin Piwowarski
Wydawnictwo Nasza Księgarnia




poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Grzegorz Kasdepke "Wielka księga detektywa Pozytywki"


 Detektyw Pozytywka wracał właśnie ze spaceru, gdy zaczepiła go pani Majewska z parteru. Smutek goszczący na jej twarzy tak bardzo zdawał się nie pasować do słonecznego, wiosennego dnia, że detektyw Pozytywka przez chwilę uległ złudzeniu, iż powróciła zima. Ale o tej porze roku?! 
- Martwiak chce mnie wykończyć...- szepnęła pani Majewska rozglądając się dokoła.
Detektyw Pozytywka osłupiał. Owszem nie przepadał za detektywem Martwiakiem (choćby z tej prostej przyczyny, że prowadzona przez niego agencja detektywistyczna "Czarnowidz" zabierała klientów agencji detektywistycznej "Różowe okulary"), w to jednak, że Martwiak ma zamiar wykończyć panią Majewską, detektyw Pozytywka uwierzyć nie mógł. Bo niby dlaczego miałby to zrobić?
- Chce przejąc moje mieszkanie - wyjaśniła pani Majewska. - Już zimą namawiał mnie, żebym je odsprzedała. Mówi, że w piwnicy ma za mało miejsca na prowadzenie biura. A ja nie mam zamiaru nigdzie się wyprowadzać! Mieszkam tu od trzydziestu lat! Poza tym niedawno posadzono przed moimi oknami dwa drzewka i zrobiło się naprawdę ładnie! Byłabym niemądra, gdybym teraz chciała się gdzieś przenieść...
Detektyw Pozytywka patrzył na panią Majewska niewiele rozumiejącym wzrokiem.
- I chyba Martwiak postanowił mnie otruć - ciągnęła Pani Majewska. - Zdaje się, ze wpuszcza mi jakiś gaz do mieszkania.

Nawet tak trudna sytuacja nie przestraszyła detektywa Pozytywki. Warto sprawdzić, czy Martwiak jest naprawdę taki zły...

"Wielka księga detektywa Pozytywki"  jest sumą wcześniejszych tytułów: "Detektyw Pozytywka", "Nowe kłopoty detektywa Pozytywki" oraz "Pamiątki detektywa Pozytywki". Sprawy, które rozwiązuje detektyw, jak przystało na definicję zawodu, mają charakter "kryminalny". Agencja detektywistyczna Różowe okulary jest w stanie rozwikłać najtrudniejsze zagadki. Dzieci mają ogromną frajdę czytając książkę, ponieważ na końcu każdego z opowiadań jest pytanie, które pozwala małemu czytelnikowi wcielić się w rolę odkrywcy. Dla ułatwienia, autor podaje wszystkie rozwiązania, więc rodzice na pewno ocalą swój autorytet:) Ponad trzydzieści zagadek, napisanych dowcipnie i intrygująco może ciekawie zapełnić rodzinne wieczory. Serdecznie zachęcam do czytania i zaglądania do innych książek Autora.

Grzegorz Kasdepke
Wielka księga detektywa Pozytywki
Ilustrował Piotr Rychel
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 23 lutego 2012

Grzegorz Kasdepke "Co to znaczy...", "CO TO ZNACZY...czyli powrót Bartusia po raz drugi"


Grzegorz Kasdepke 
Co to znaczy...
CO TO ZNACZY...czyli powrót Bartusia po raz drugi
Ilustrowała Aneta Krella-Moch
Wydawnictwo Literatura

 Kłaść po sobie uszy

- Tato! - Bartuś podbiegł do leżącego na kanapie taty. - Pokaż, jak ruszasz uszami!...
Tata spojrzał na niego zdziwiony.
- Ja nie umiem ruszać uszami...- powiedział. - Co ci przyszło do głowy?...
 - No, przecież wiem, że umiesz!... - nalegał Bartuś. - Mama mówiła, że jak widzisz swojego szefa, to od razu kładziesz po sobie uszy!...
Zaległa cisza. Tata wbił w mamę pełne złości spojrzenie. Mama udawała, że ogromnie ją zainteresował jakiś artykuł w gazecie...
 - Kłaść uszy po sobie... - wycedził wreszcie tata nie odrywając wzroku od mamy - czy tez tulić je, znaczy: stać się nagle potulnym, spokornieć... Wytłumaczę ci na przykładzie...
 - Ja wytłumaczę! - przerwała mu mama rzucając gazetę na podłogę.

Pięknie wytłumaczony związek frazeologiczny :)
Uwielbiam książki tego autora, a ma ich na swoim koncie niemało.
W króciutkich, zwykle śmiesznych historyjkach Grzegorz Kasdepke tłumaczy znaczenie najczęściej używanych zwrotów w języku codziennym. Czyni to, zapraszając do uczestniczenia w życiu wielopokoleniowej rodziny, której klejnotem jest Bartuś.
A jest to chłopiec, który ma niezwykły dar wzbudzania emocji...