Chciałbym opowiedzieć wam o moim bracie. Nazywa się Jonatan Lwie Serce i o nim właśnie
będzie ta historia. Mnie się ona wydaje prawie baśnią i nawet trochę, troszeczkę, opowieścią o
duchach, a przecież wszystko w niej jest prawdą. Tyle tylko, że nikt o tym nie wie poza mną i
Jonatanem.
Jonatan nie nazywał się Lwie Serce od początku. Miał na nazwisko Lew, tak samo jak mama i ja.
Nazywał się Jonatan Lew. Ja nazywam się Karol Lew, a mama Sigfrida Lew. Tatuś nazywał się
Axel Lew, ale zostawił nas, jak ja miałem zaledwie dwa lata, poszedł pływać po morzach i potem już nigdy nie słyszeliśmy o nim.
Ale teraz chcę opowiedzieć, jak do tego doszło, że mój brat Jonatan stał się Jonatanem Lwie Serce.
No i o tych wszystkich dziwnych rzeczach, które się potem zdarzyły.
Jonatan wiedział, że ja niedługo umrę. Chyba wszyscy to wiedzieli prócz mnie. Wiedzieli nawet w
szkole, bo przeważnie leżałem w łóżku i kaszlałem, i ciągle byłe chory, a przez ostatnie półrocze w
ogóle nie mogłem chodzić do szkoły. Wszystkie ciocie, którym mama szyje suknie, też wiedziały.
Jedna z nich rozmawiała o tym z mamą i ja słyszałem, co mówiły, chociaż wcale tak nie miało być,
bo one myślały, że śpię. A ja tylko leżałem z zamkniętymi oczami. I dalej tak leżałem, żeby nie
zobaczyły, że usłyszałem to coś, co było okropne: że niedługo mam umrzeć. Zmartwiłem się
oczywiście i strasznie się przeraziłem, ale nie chciałem, żeby mama coś zauważyła. Potem
rozmawiałem o tym z Jonatanem, jak wrócił do domu.
— Wiesz, że mam umrzeć? — spytałem i rozpłakałem się.
Jonatan zastanawiał się przez chwilę. Może wolał nie odpowiadać mi, ale w końcu powiedział:
— Tak, wiem.
Wtedy zacząłem jeszcze bardziej płakać.
— Przecież to okropne. Jak tak może być — pytałem —żeby niektórzy ludzie musieli umierać nie
mając nawet dziesięciu lat?
— Wiesz co, Sucharku, nie wydaje mi się, żeby to było takie okropne. Myślę, że będzie ci
wspaniale.
— Wspaniale? — zdziwiłem się. — Czy to wspaniale leżeć w ziemi i nie żyć?
— E, tam. To jest tak, jakby tylko twoja skorupa leżała. A ty odfruniesz całkiem gdzie indziej.
— Dokąd? — spytałem, bo zupełnie nie mogłem mu uwierzyć.
— Do Nangijali — powiedział Jonatan.
Do Nangijali. Rzucił to słowo tak, jak gdyby każdy człowiek je znał. Ale ja nigdy jeszcze go nie
słyszałem.
— Nangijala? — zapytałem. — Gdzie to jest?
Wtedy Jonatan powiedział, że nie wie
dokładnie, że gdzieś po drugiej stronie gwiazd. I zaczął opowiadać o Nangijali w taki sposób, że
miało się prawie ochotę natychmiast tam pofrunąć.
— Tam są jeszcze czasy ognisk i bajek — dodał. — To ci się spodoba.
Mówił, że z Nangijali pochodzą wszystkie bajki, bo właśnie tam takie rzeczy się dzieją i ten, kto się
tam znajdzie, ma przygody od rana do wieczora, a nawet w nocy.
— Wiesz, Sucharku — mówił — to będzie co innego niż leżeć tu i kaszleć, i chorować, i nigdy nie móc się bawić.
Jonatan nazywał mnie Sucharkiem. Nazwał mnie tak, kiedy jeszcze byłem całkiem
mały, a jak któregoś razu spytałem dlaczego, powiedział, że dlatego, że bardzo lubi sucharki,
zwłaszcza takie jak ja. Jonatan naprawdę mnie lubił i to było dziwne. Bo ja nigdy niczym innym
nie byłem, jak tylko dosyć brzydkim i dosyć głupim, zastrachanym chłopcem na krzywych nogach,
i w ogóle. Spytałem go, jak może lubić takiego brzydkiego i głupiego chłopca z krzywymi nogami,
i w ogóle, a on wtedy powiedział:
— Gdybyś nie był takim miłym, małym wymoczkiem na krzywych nogach, to nie byłbyś moim
Sucharkiem, którego lubię.
Tego jednak wieczoru, kiedy tak bardzo bałem się umrzeć, powiedział, ze jak tylko znajdę się w
Nangijali, od razu będę zdrowy i silny, a nawet piękny.
— Taki piękny jak ty? — spytałem.
— Piękniejszy — odpowiedział Jonatan.
Kiedyś jedna z tych ciotek, którym mama szyje, powiedziała:
— Droga pani Lew, ma pani syna, który wygląda jak królewicz z bajki.
Możecie mi wierzyć, że nie mnie miała na myśli!
Jonatan rzeczywiście wyglądał jak królewicz z bajki. Jego włosy błyszczały zupełnie jak złoto,
miał ciemno-niebieskie, cudne oczy, bardzo świecące, śliczne, białe zęby i całkiem proste nogi.
I nie tylko to. Był też miły i silny, wszystko potrafił, wszystko rozumiał, był najlepszy w klasie i
wszystkie dzieci z podwórza biegały za nim wszędzie, gdzie szedł, i chciały być z nim, a on
obmyślał im różne zabawy i chodził z nimi na różne wyprawy pełne przygód, a ja nigdy nie
mogłem brać w tym udziału, bo leżałem całymi dniami na kanapie w kuchni. Ale Jonatan o
wszystkim mi opowiadał po powrocie do domu, o wszystkim, co robił, co widział, słyszał czy
przeczytał. Mógł bez końca siedzieć przy mnie na brzegu kanapy i opowiadać. Jonatan też spał w
kuchni, na łóżku, które przynosił wieczorem ze składziku. A jak już leżał, dalej opowiadał mi bajki
i różne historie, aż wreszcie mama wołała z pokoju:
— Cicho już! Karolek musi spać!
Ale trudno spać, jak się wciąż kaszle. Czasem Jonatan wstawał w środku nocy i robił mi wodę z
miodem na złagodzenie kaszlu. Taki był kochany.
Niezwykle piękna książka o miłości i śmierci. Ma ciekawą konstrukcję, bowiem pierwsze strony opowiadają o tragedii rodziny, pozbawionej ojca, żyjącej w bardzo skromnych warunkach z niepełnosprawnym chłopcem. W następstwie tragicznych wydarzeń bracia umierają. I teoretycznie historia mogłaby się zakończyć, ale tu rozpoczyna się opowieść o Braciach Lwie Serce, którzy trafiają do magicznej krainy Nangijali.
Zastanawiałam się, jak wiele jest pozycji opisujących w tak niezwykły sposób relacje miedzy rodzeństwem. A tu świat braterski bardzo poruszający, pełen męstwa, czułości, troski, miłości. Kiedy czytałam tę książkę czasami ze wzruszenia brakowało mi oddechu. Widziałam bowiem ogrom cierpienia z powodu różnorakich doświadczeń i bezradność, z którą bardzo trudno coś zrobić. A Astrid Lindgren zrobiła, oddala w fantazji to, czego w realności pojąc nie można.
Książka o bliskości, miłości, tęsknocie, samotności, potrzebie posiadania dziadków. Łatwiej ją czuć niż o niej opowiadać.
Astrid Lindgren
Bracia Lwie Serce
Ilustracje Ilon Wikland
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lindgren A.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lindgren A.. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 marca 2016
sobota, 19 stycznia 2013
Astrid Lindgren "Ronja, córka rozbójnika"
Wreszcie nastało jutro, kiedy to miała spotkać Birka. Teraz musiała czmychnąć. Należało utrafić w tę krótką chwilkę, kiedy znajdzie się w kamiennej sali, podczas gdy wszyscy inni będą przy swoich rannych zajęciach. W każdej chwili mógł zjawić się Łysy Per, a jego pytań pragnęła uniknąć.
Równie dobrze mogę zjeść śniadanie pod ziemią, pomyślała. Tutaj i tak nie ma przecież spokoju.
Prędko wsunęła chleb do skórzanego woreczka i nalała koziego mleka do butelki. I nim ktokolwiek zdążył ją zobaczyć, zniknęła w dole pod piwnicznymi sklepieniami. Wkrótce znalazła się przy kamiennym progu.
- Birk! - zawołała z nagłym strachem, że mogłoby go tam nie być.
Spoza rumowiska nikt nie odpowiadał, a ona odczuła taki zawód, ze zbierało jej się na płacz. A jeśli on nie przyjdzie? Może o wszystkim zapomniał albo, jeszcze gorzej, może mu się odmieniło. Ona należała przecież do zbójeckiej kompanii Mattisa i była wrogiem Borki. Może nie chciał mieć z nią do czynienia, kiedy uświadomił sobie to wszystko.
Wtem ktoś lekko pociągnął ją z tyłu za włosy. Krzyknęła przestraszona. Ach ten Łysy Per, musiał znów szpiegować i zepsuć wszystko!
Ale to nie był Łysy Per. To był Birk. Stał obok i śmiał się, jego zęby lśniły w ciemności. W słabym świetle kaganka nie mogła zobaczyć go dokładnie.
- Długo czekałem - powiedział.
Ronja poczuła dreszcz cichej radości. Oto ma brata, który długo na nią czekał!
- A ja? - odparła. - Ja czekam od czasu, jak uwolniłeś mnie od Pupiszonów.
Potem przez chwilę nie wiedzieli, co mogliby sobie jeszcze powiedzieć, więc tylko stali w ciszy, bardzo radzi, że są razem.
Birk uniósł swoją łojówkę i zbliżył ją do twarzy Ronji.- Czarne oczy masz nadal - odezwał się. - Jesteś taka, jak cię zapamiętałem, tylko trochę bledsza.
Jak dobrze jest wrócić do książki, która ma w sobie tyle świeżości. Pierwsze doznania, pierwsze zmagania, rozstania, wyzwania. Świat wykreowany przez autorkę jest umiejętnym połączeniem realności i fikcji, opisów świata przyrody, przygód głównych bohaterów i wewnętrznych doznań. Dwie zwaśnione grupy zbójców połączone przyjaźnią dzieci - prawie jak wstęp do Romea i Julii, tylko z dobrym zakończeniem.
Mam ogromny sentyment do książek Astrid Lindgren.To mój osobisty repertuar wspaniałych lektur. Zatem zachecam do sięgnięcia na półkę.
Astrid Lindgren
Ronja, córka rozbójnika
Ilustracje Ilon Wikland
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Równie dobrze mogę zjeść śniadanie pod ziemią, pomyślała. Tutaj i tak nie ma przecież spokoju.
Prędko wsunęła chleb do skórzanego woreczka i nalała koziego mleka do butelki. I nim ktokolwiek zdążył ją zobaczyć, zniknęła w dole pod piwnicznymi sklepieniami. Wkrótce znalazła się przy kamiennym progu.
- Birk! - zawołała z nagłym strachem, że mogłoby go tam nie być.
Spoza rumowiska nikt nie odpowiadał, a ona odczuła taki zawód, ze zbierało jej się na płacz. A jeśli on nie przyjdzie? Może o wszystkim zapomniał albo, jeszcze gorzej, może mu się odmieniło. Ona należała przecież do zbójeckiej kompanii Mattisa i była wrogiem Borki. Może nie chciał mieć z nią do czynienia, kiedy uświadomił sobie to wszystko.
Wtem ktoś lekko pociągnął ją z tyłu za włosy. Krzyknęła przestraszona. Ach ten Łysy Per, musiał znów szpiegować i zepsuć wszystko!
Ale to nie był Łysy Per. To był Birk. Stał obok i śmiał się, jego zęby lśniły w ciemności. W słabym świetle kaganka nie mogła zobaczyć go dokładnie.
- Długo czekałem - powiedział.
Ronja poczuła dreszcz cichej radości. Oto ma brata, który długo na nią czekał!
- A ja? - odparła. - Ja czekam od czasu, jak uwolniłeś mnie od Pupiszonów.
Potem przez chwilę nie wiedzieli, co mogliby sobie jeszcze powiedzieć, więc tylko stali w ciszy, bardzo radzi, że są razem.
Birk uniósł swoją łojówkę i zbliżył ją do twarzy Ronji.- Czarne oczy masz nadal - odezwał się. - Jesteś taka, jak cię zapamiętałem, tylko trochę bledsza.
Jak dobrze jest wrócić do książki, która ma w sobie tyle świeżości. Pierwsze doznania, pierwsze zmagania, rozstania, wyzwania. Świat wykreowany przez autorkę jest umiejętnym połączeniem realności i fikcji, opisów świata przyrody, przygód głównych bohaterów i wewnętrznych doznań. Dwie zwaśnione grupy zbójców połączone przyjaźnią dzieci - prawie jak wstęp do Romea i Julii, tylko z dobrym zakończeniem.
Mam ogromny sentyment do książek Astrid Lindgren.To mój osobisty repertuar wspaniałych lektur. Zatem zachecam do sięgnięcia na półkę.
Astrid Lindgren
Ronja, córka rozbójnika
Ilustracje Ilon Wikland
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
sobota, 6 października 2012
Astrid Lindgren "Pippi Pończoszanka"
- Witam cię w szkole, Pippi! Mam nadzieję, że będziesz się tu dobrze czuła i że będziesz się dobrze uczyła.
- A tak! - odparła Pippi. - I mam nadzieję, że będę miała ferie świąteczne. Dlatego tu przyszłam. Sprawiedliwość przede wszystkim!
- Może powiesz mi najpierw swoje imię i nazwisko w pełnym brzmieniu, żebym cię mogła zapisać do szkoły.
- Nazywam się Pippilotta Viktualia Firenella Złotomonetta Pończoszanka, córka Efraima Pończochy, z przydomkiem Postrach Morza, obecnie króla murzyńskiego. Pippi jest właściwie zdrobnieniem, bo tatuś uważał, że Pippilotta za długo się wymawia.
- Ach tak! - powiedziała pani. - W takim razie i my także nazywać cię będziemy Pippi. A może teraz sprawdzimy trochę twoje wiadomości? - zaproponowała. - Jesteś już przecież dużą dziewczynką i pewno już sporo umiesz. Zacznijmy od rachunków! No, Pippi, czy możesz mi powiedzieć, ile to będzie razem 7 i 5?
Pippi spojrzała na panią ze zdumioną i niezadowoloną miną, po czym odpowiedziała:
- No, jeżeli sama tego nie wiesz, to nie wyobrażaj sobie, że ja ci to powiem!
Wszystkie dzieci patrzyły przerażone na Pippi. Pani zaś wytłumaczyła jej, że w ten sposób nie wolno odpowiadać w szkole. Zwracając się do nauczycielki należy mówić "proszę pani".
- Bardzo przepraszam - odezwała się Pippi ze skruchą.- Nie wiedziałam tego i więcej już tego nie zrobię.
- Mam nadzieję! - odpowiedziała pani. - A poza tym chcę ci powiedzieć, że 7 i 5 jest 12.
- No proszę! - oburzyła się Pippi. - Sama wiedziałaś, więc po co mnie pytasz? Ach, jakaż ze mnie gapa; teraz znowu powiedziałam do ciebie "ty". Przepraszam!- dodała i uszczypnęła się mocno w ucho.
Pani postanowiła nie zwracać na to wszystko uwagi i jak gdyby nigdy nic dalej przepytywała Pippi;
- No, Pippi, jak myślisz, ile będzie 8 i 4?
- Coś około 67 - wyraziła przypuszczenie Pippi.
Pippi to oczywiście klasyka literatury dziecięcej.
Bohaterka znana jest z niekonwencjonalnych pomysłów, oryginalnego ubioru, nieprawdopodobnej siły fizycznej i tego, że nigdy, przenigdy jej się nie nudzi. Mieszka w Willi Śmiesznotce razem z koniem i małpką Panem Nilssonem. Sąsiedzi Annika i Tommy są jej rówieśnikami i najbliższymi przyjaciółmi. Mama Pippi umarła, a tato, tak jak powiedziała Pippi we fragmencie powyżej, jest królem murzyńskim. Tom pierwszy i drugi jest opowieścią o tym, jak dziewczynka organizuje sobie życie w nowym miejscu zamieszkania. W kolejnym Pippi wyrusza wraz z kapitanem Pończochą na spotkanie z ojcem. Podróż i przygody na Wyspie Kurrekurredutt dostarczają kolejnych wrażeń.
Przedstawiony tom zawiera wszystkie części traktujące o przygodach Pończoszanki.
Gorąco zachęcam.
Poniżej fragment serialu z 1969 roku, produkcji szwedzko - niemieckiej. Niestety nie znalazłam po polsku, choć jest wydany.
Astrid Lindgren
Wielka księga Pippi zawiera tytuły:
Pippi Pończoszanka
Pippi wchodzi na pokład
Pippi na Południowym Pacyfiku
Ilustracje Ingrid Vang-Nyman
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
- A tak! - odparła Pippi. - I mam nadzieję, że będę miała ferie świąteczne. Dlatego tu przyszłam. Sprawiedliwość przede wszystkim!
- Może powiesz mi najpierw swoje imię i nazwisko w pełnym brzmieniu, żebym cię mogła zapisać do szkoły.
- Nazywam się Pippilotta Viktualia Firenella Złotomonetta Pończoszanka, córka Efraima Pończochy, z przydomkiem Postrach Morza, obecnie króla murzyńskiego. Pippi jest właściwie zdrobnieniem, bo tatuś uważał, że Pippilotta za długo się wymawia.
- Ach tak! - powiedziała pani. - W takim razie i my także nazywać cię będziemy Pippi. A może teraz sprawdzimy trochę twoje wiadomości? - zaproponowała. - Jesteś już przecież dużą dziewczynką i pewno już sporo umiesz. Zacznijmy od rachunków! No, Pippi, czy możesz mi powiedzieć, ile to będzie razem 7 i 5?
Pippi spojrzała na panią ze zdumioną i niezadowoloną miną, po czym odpowiedziała:
- No, jeżeli sama tego nie wiesz, to nie wyobrażaj sobie, że ja ci to powiem!
Wszystkie dzieci patrzyły przerażone na Pippi. Pani zaś wytłumaczyła jej, że w ten sposób nie wolno odpowiadać w szkole. Zwracając się do nauczycielki należy mówić "proszę pani".
- Bardzo przepraszam - odezwała się Pippi ze skruchą.- Nie wiedziałam tego i więcej już tego nie zrobię.
- Mam nadzieję! - odpowiedziała pani. - A poza tym chcę ci powiedzieć, że 7 i 5 jest 12.
- No proszę! - oburzyła się Pippi. - Sama wiedziałaś, więc po co mnie pytasz? Ach, jakaż ze mnie gapa; teraz znowu powiedziałam do ciebie "ty". Przepraszam!- dodała i uszczypnęła się mocno w ucho.
Pani postanowiła nie zwracać na to wszystko uwagi i jak gdyby nigdy nic dalej przepytywała Pippi;
- No, Pippi, jak myślisz, ile będzie 8 i 4?
- Coś około 67 - wyraziła przypuszczenie Pippi.
Pippi to oczywiście klasyka literatury dziecięcej.
Bohaterka znana jest z niekonwencjonalnych pomysłów, oryginalnego ubioru, nieprawdopodobnej siły fizycznej i tego, że nigdy, przenigdy jej się nie nudzi. Mieszka w Willi Śmiesznotce razem z koniem i małpką Panem Nilssonem. Sąsiedzi Annika i Tommy są jej rówieśnikami i najbliższymi przyjaciółmi. Mama Pippi umarła, a tato, tak jak powiedziała Pippi we fragmencie powyżej, jest królem murzyńskim. Tom pierwszy i drugi jest opowieścią o tym, jak dziewczynka organizuje sobie życie w nowym miejscu zamieszkania. W kolejnym Pippi wyrusza wraz z kapitanem Pończochą na spotkanie z ojcem. Podróż i przygody na Wyspie Kurrekurredutt dostarczają kolejnych wrażeń.
Przedstawiony tom zawiera wszystkie części traktujące o przygodach Pończoszanki.
Gorąco zachęcam.
Poniżej fragment serialu z 1969 roku, produkcji szwedzko - niemieckiej. Niestety nie znalazłam po polsku, choć jest wydany.
Astrid Lindgren
Wielka księga Pippi zawiera tytuły:
Pippi Pończoszanka
Pippi wchodzi na pokład
Pippi na Południowym Pacyfiku
Ilustracje Ingrid Vang-Nyman
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
czwartek, 7 czerwca 2012
Astrid Lindgren "My na wyspie Saltkrakan"
- Zrobię naleśniki - powiedziała.
- A jak to się robi? - zainteresowała się Stina.
- A tak się tylko ubija i ubija - wyjaśniła Tjorven. Już była gotowa ze zmywaniem, energicznie wylała wodę z miednicy za okno. A pod oknem leżała, grzejąc się na słońcu, kotka Sodermana, Matylda. Zerwała się i z przeraźliwym miauczeniem wpadła do kuchni, rozpryskując mydlaną pianę.
- Kotów się nie zmywa - stwierdziła Stina karcąco.
- To był nieszczęśliwy wypadek - oświadczyła Tjorven. - Ale jeżeli się ją pozmywało, to trzeba wytrzeć.
Wzięła ścierkę, wytarła Matyldę i uspokoiła.Matylda najwidoczniej uważała, że potraktowano ja haniebnie, bo od czasu do czasu pomiaukiwała gniewnie, a potem chciała tylko spać.
- Gdzie macie mąkę? - spytała Tjotven, gdy wreszcie mogła znowu pomyśleć o naleśnikach. - Wyjmij!
Sitna posłusznie wdrapała się na krzesło i wyciągnęła z kredensu puszkę z mąką. Z trudem jej to przyszło, musiała się mocno wspinać na palce, żeby dosięgnąć, w dodatku puszka była ciężka. Tjorven miała rację, Stina nie była zbyt silna.
- Oj, upuszczę! - zawołała. Puszka zachybotała się w jej słabych rękach i większość mąki wysypała się wprost na Matyldę, która ułożyła się do snu obok kredensu.
- Popatrz zupełnie inny kot - powiedziała Tjorven ze zdumieniem.
Szukając miejsca na wakacje rodzina Melkersonów ze Sztokholmu trafia na niewielką wyspę Saltkrakan. Motyw wyboru miejsca powodowany był po prostu ładną nazwą.
Samotny ojciec Melker Melkerson wraz z czwórką dzieci trafia w miejsce nieznane i bardzo przyjazne. Zamieszkują w Zagrodzie Stolarza, w której kapie z dachu, dymi się z pieca i po ludzku szereg niedogodności nie sprzyja radosnemu wypoczynkowi. A jednak tutaj odnajdują swoje życiowe szczęście i spełnienie.
Książka jest pełna małych i dużych przygód, różnorodnych emocji, troski o dzieci i dorosłych. Może nie tak jednostronnie sielankowa jak Dzieci z Bullerbyn, ale z pewnością jej nie ustępuje.
Mój syn, kiedy zobaczył, że wyciągam ją z półki, stwierdził : O, przeczytam sobie jeszcze raz. - czyli kolejny :)
- A jak to się robi? - zainteresowała się Stina.
- A tak się tylko ubija i ubija - wyjaśniła Tjorven. Już była gotowa ze zmywaniem, energicznie wylała wodę z miednicy za okno. A pod oknem leżała, grzejąc się na słońcu, kotka Sodermana, Matylda. Zerwała się i z przeraźliwym miauczeniem wpadła do kuchni, rozpryskując mydlaną pianę.
- Kotów się nie zmywa - stwierdziła Stina karcąco.
- To był nieszczęśliwy wypadek - oświadczyła Tjorven. - Ale jeżeli się ją pozmywało, to trzeba wytrzeć.
Wzięła ścierkę, wytarła Matyldę i uspokoiła.Matylda najwidoczniej uważała, że potraktowano ja haniebnie, bo od czasu do czasu pomiaukiwała gniewnie, a potem chciała tylko spać.
- Gdzie macie mąkę? - spytała Tjotven, gdy wreszcie mogła znowu pomyśleć o naleśnikach. - Wyjmij!
Sitna posłusznie wdrapała się na krzesło i wyciągnęła z kredensu puszkę z mąką. Z trudem jej to przyszło, musiała się mocno wspinać na palce, żeby dosięgnąć, w dodatku puszka była ciężka. Tjorven miała rację, Stina nie była zbyt silna.
- Oj, upuszczę! - zawołała. Puszka zachybotała się w jej słabych rękach i większość mąki wysypała się wprost na Matyldę, która ułożyła się do snu obok kredensu.
- Popatrz zupełnie inny kot - powiedziała Tjorven ze zdumieniem.
Szukając miejsca na wakacje rodzina Melkersonów ze Sztokholmu trafia na niewielką wyspę Saltkrakan. Motyw wyboru miejsca powodowany był po prostu ładną nazwą.
Samotny ojciec Melker Melkerson wraz z czwórką dzieci trafia w miejsce nieznane i bardzo przyjazne. Zamieszkują w Zagrodzie Stolarza, w której kapie z dachu, dymi się z pieca i po ludzku szereg niedogodności nie sprzyja radosnemu wypoczynkowi. A jednak tutaj odnajdują swoje życiowe szczęście i spełnienie.
Książka jest pełna małych i dużych przygód, różnorodnych emocji, troski o dzieci i dorosłych. Może nie tak jednostronnie sielankowa jak Dzieci z Bullerbyn, ale z pewnością jej nie ustępuje.
Mój syn, kiedy zobaczył, że wyciągam ją z półki, stwierdził : O, przeczytam sobie jeszcze raz. - czyli kolejny :)
Obowiązkowa książka na wakacje. Jest cudowna.
Astrid Lindgren
My na wyspie Saltkrakan
Ilustracje Ilon Wikland
Wydawnictwo Nasza Księgarniaponiedziałek, 28 maja 2012
Astrid Lindgren "Nils Paluszek"
Bertil stał przy oknie i wyglądał. Zaczynało się ściemniać. Na dworze było mglisto, zimo i niemiło. Bertil czekał aż mama i tatuś powrócą do domu.(...) Mama i tatuś szli do dzień do fabryki, a wtedy Bertil zostawał sam w domu. (...)
Nie zawsze był sam. Dawniej miał siostrę. Nazywała się Marta. Lecz pewnego dnia Marta przyszła ze szkoły chora. Była chora przez tydzień, a potem umarła. Gdy myślał o jej śmierci i o tym, jak bardzo teraz jest samotny, z oczu poczęły mu płynąc łzy.
I właśnie wtedy to usłyszał. Usłyszał drobne kroczki pod łóżkiem.
"Czy tu straszy?" - pomyślał Bertil i przechylił się przez brzeg łóżka, aby pod nie zajrzeć. I wówczas zobaczył małą, dziwną postać. Tam pod łóżkiem ktoś stał. Tak, wyglądał zupełnie jak mały, zwykły chłopczyk. Tyle, że nie był większy od wielkiego palca.
- Hej! - powiedział ów mały chłopczyk
- Hej! - odpowiedział Bertil trochę zmieszany.
-Hej, hej! - powtórzył malec.
Potem przez chwilę było cicho.
- Coś ty za jeden? I co robisz pod moim łóżkiem?
- Nazywam się Nils Paluszek - odpowiedział malutki chłopczyk. - Ja tu mieszkam. Nie tak zupełnie pod twoim łóżkiem, ale o piętro niżej. Możesz zobaczyć wejście, tam w kącie.
A potem w wynajętym mieszkaniu pani Myszy chłopcy robili zupełnie zwykłe rzeczy, w niezwykły sposób.
Tomik zawiera dziewięć opowiadań. Każde zajmuje się jakimś dziecięcym przeżyciem, jakimś pragnieniem. Książka może mniej znana, ale na pewno bardzo wartościowa. I na pewno jest to lektura, która pozostanie w pamięci na długie lata, by potem budzić sentyment i wspomnienie dzieciństwa...
Na smutki, troski, strach, bezradność lekarstwem może być wyobraźnia, która w przypadku tej autorki przybiera kształt niemal rzeczywisty. Astrid Lindgren chyba od dawna wiedziała, że bajki i historie niezwykle mają moc terapeutyczną.
Z całego serca zachęcam.
Astrid Lindgren
Nils Paluszek
Ilustracje Ilon Wikland
Wydawnictwo Nasza Księgarnia niedziela, 19 lutego 2012
Astrid Lindgren "Przygody Emila ze Smalandii"
Ida natychmiast się zgodziła. Rozebrała się i położyła do łóżka, a Emil zajrzał w jej gardło, osłuchał płuca i zachowywał się zupełnie jak doktor z Mariannelund.
- Na co jestem chora? - spytała Ida
Emil zastanowił się. I.nagle już wiedział.
- Masz tifus - stwierdził - To straszna choroba.
Ale wtedy przypomniało mu się, co powiedziała Maja-Borówka - od tyfusu człowiek ma niebieską twarz. I skrupulatny, jak zawsze w takich sprawach, Emil rozejrzał się dookoła za czymś, co pomogłoby mu uzyskać właściwy kolor choroby u Idy. Niedaleko na biureczku stał mamy kałamarz, ten, którego używała, kiedy kaligrafując, notowała figle Emila w zeszycie lub pisała listy zapraszające na kawę. Brudnopis zaproszenia leżał zresztą na biurku. Emil przeczytał "zapraszają serdecznie" i podziwiał mamę, że tak pięknie potrafiła pisać. To było coś całkiem innego niż to, co z siebie wykrzesał Adrian, że "widzioł niedźwiedzia".
Mama nie potrzebowała już brudnopisu, więc Emil zmiął papier w małą kulkę, którą zanurzył w kałamarzu, a gdy papier nasiąkł dostatecznie atramentem, wyłowił kulkę i, chwyciwszy ja w dwa palce, zbliżył do Idy.
- Teraz będziesz wyglądała na chora na tifus - powiedział, a Ida zachichotała zachwycona.
Książki Astrid Lindgren większość z nas doskonale zna i pamięta. W moim sercu jest ich wiele. Ta stała się ukochaną książką z dzieciństwa mojego syna.
Cudowna, czytana wielokrotnie. Chłopcy duzi i mali, mamusie, które mają baaardzo pomysłowe dzieci, odnajdą w tej książce bratnią duszę Emila Svenssona.
W prezentowanym wydaniu znajduje się 12 książeczek o niebieskookim "aniołku". Zebrane w jednym miejscu dadzą radość na wiele wspólnych wieczorów, a rodzicom otworzą oczy na dziecięcą kreatywność.
Astrid Lindgren
Przygody Emila ze Smalandii
Ilustrował Bjorn Berg
Nasza Księgarnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)





