Nieco starsi odbiorcy mogą zaciekawić się innymi rycinami Autora http://www.gabriel-pacheco.blogspot.com/
wtorek, 18 marca 2014
Gabriel Pacheco - meksykański ilustrator
Mam nadzieję, że bajki, które ilustruje Gabriel Pacheco, uda się rozpoznać na wszystkich kontynentach...
Nieco starsi odbiorcy mogą zaciekawić się innymi rycinami Autora http://www.gabriel-pacheco.blogspot.com/
Nieco starsi odbiorcy mogą zaciekawić się innymi rycinami Autora http://www.gabriel-pacheco.blogspot.com/
niedziela, 16 marca 2014
Marcin Szczygielski "Arka czasu"
- Chcesz się przyjaźnić? - odzywa się ktoś za moimi plecami tak nieoczekiwanie, że aż
podskakuję z przestrachu.
Odwracam się na pięcie i staję twarzą w twarz z dziewczynką, którą widziałem na przedstawieniu lalkowego teatru kilka dni temu. Przygląda mi się z poważną miną, ręce trzyma splecione z tyłu. Akurat zszedłem na podwórko, żeby popatrzeć jak rośliny wychodzą z ziemi. Jest ciepło i świeci słońce.
- Nie wiem - odpowiadam niepewnym głosem.
Prawdę mówiąc, rzadko zdarzało mi się bawić z innymi dziećmi. KIEDYŚ, gdy zacząłem mieszkać z Dziadziem, zajmowała się mną jedna panienka, miała na imię Marianna. Zabierała mnie czasem do Ogrodu Saskiego, pamiętam to jak przez mgłę. Tam było dużo dzieci, biegaliśmy po trawnikach, chowaliśmy się przed sobą w krzakach. To było bardzo dawno - tak jak innych wspomnień z innych czasów i tych nie jestem pewny. Może jednak wszystko mi się tylko przyśniło? Potem, gdy zaczęła się wojna, a wreszcie powstała Dzielnica, rzadko wychodziłem z domu. Ludzie bez przerwy wprowadzali się i wyprowadzali, co chwilę pojawiał się ktoś nowy, jakieś inne dzieci - widywałem je od czasu do czasu, wciąż inne. Spędzałem więc zazwyczaj czas tylko sam ze sobą albo z Dziadziem.
- Jestem Lidia - oznajmia dziewczynka. - Możesz mi mówić Lidka. A ty masz na imię Rafał.
- Skąd wiesz?
- Niania mówiła.
- Aha - bąkam. - To ta z nosem jak haczyk, która wygląda jak wrona?
Lidka spogląda na mnie ze zdumieniem, a potem zaczyna się śmiać.
- Tak, to ona. Nie powiem jej tego.
- Czego?
- Tego, co o niej powiedziałeś. To będzie nasz sekret.
- A gdzie twój brat? - pytam.
- Och, Piotruś. Piotruś jest chory, przyszedł do niego doktor, dlatego kazali mi wyjść na podwórko.
- A co mu jest?
- Nie wiem. Ma gorączkę. To co, chcesz? Możemy się razem bawić.
- A w co?
- We wszystko. - Lidka wzrusza ramionami. - A w co zwykle się bawisz?
Spoglądam na nią ze zdziwieniem. W co ja się zwykle bawię? Chyba nie bawię się w ogóle.
- Czytam książki - mowię po krótkim namyśle.
- Książki? W to się nie da bawić we dwoje. Ale jeśli chcesz, możemy się pobawić w szkołę.
Przepiękna książka. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Temat tak trudny, że trzeba niezwykłego wyczucia, by nie zgubić wszystkiego, co ważne. A odnaleźć to, co istotne można wsłuchując się w innych i dbając o KIEDYŚ. Tak to zrozumiałam.
Rafał ma prawie dziewięć lat i mieszka w Dzielnicy. Ta dzielnica to warszawskie getto. Ukochany Dziadzio, przedwojenny skrzypek w filharmonii, dopóty może opiekuje się wnukiem. Przychodzi dzień, w którym decyduje się na wydostanie chłopca z Dzielnicy. Co ma z tym wspólnego"Wehikuł czasu", warszawskie zoo, Emek, Lidka, Miksio, Bursztyn i pani w zielonym płaszczu? Odpowiedzi można szukać na blisko trzystu stronach powieści.
O przyjaźni, miłości, potędze wyobraźni, szacunku do historii i bliskich.
Uwielbiam książki tego Autora i bardzo polecam.
Marcin Szczygielski
Arka czasu
Wydawnictwo Stentor
Odwracam się na pięcie i staję twarzą w twarz z dziewczynką, którą widziałem na przedstawieniu lalkowego teatru kilka dni temu. Przygląda mi się z poważną miną, ręce trzyma splecione z tyłu. Akurat zszedłem na podwórko, żeby popatrzeć jak rośliny wychodzą z ziemi. Jest ciepło i świeci słońce.- Nie wiem - odpowiadam niepewnym głosem.
Prawdę mówiąc, rzadko zdarzało mi się bawić z innymi dziećmi. KIEDYŚ, gdy zacząłem mieszkać z Dziadziem, zajmowała się mną jedna panienka, miała na imię Marianna. Zabierała mnie czasem do Ogrodu Saskiego, pamiętam to jak przez mgłę. Tam było dużo dzieci, biegaliśmy po trawnikach, chowaliśmy się przed sobą w krzakach. To było bardzo dawno - tak jak innych wspomnień z innych czasów i tych nie jestem pewny. Może jednak wszystko mi się tylko przyśniło? Potem, gdy zaczęła się wojna, a wreszcie powstała Dzielnica, rzadko wychodziłem z domu. Ludzie bez przerwy wprowadzali się i wyprowadzali, co chwilę pojawiał się ktoś nowy, jakieś inne dzieci - widywałem je od czasu do czasu, wciąż inne. Spędzałem więc zazwyczaj czas tylko sam ze sobą albo z Dziadziem.
- Jestem Lidia - oznajmia dziewczynka. - Możesz mi mówić Lidka. A ty masz na imię Rafał.
- Skąd wiesz?
- Niania mówiła.
- Aha - bąkam. - To ta z nosem jak haczyk, która wygląda jak wrona?
Lidka spogląda na mnie ze zdumieniem, a potem zaczyna się śmiać.
- Tak, to ona. Nie powiem jej tego.
- Czego?
- Tego, co o niej powiedziałeś. To będzie nasz sekret.
- A gdzie twój brat? - pytam.
- Och, Piotruś. Piotruś jest chory, przyszedł do niego doktor, dlatego kazali mi wyjść na podwórko.
- A co mu jest?
- Nie wiem. Ma gorączkę. To co, chcesz? Możemy się razem bawić.
- A w co?
- We wszystko. - Lidka wzrusza ramionami. - A w co zwykle się bawisz?
Spoglądam na nią ze zdziwieniem. W co ja się zwykle bawię? Chyba nie bawię się w ogóle.
- Czytam książki - mowię po krótkim namyśle.
- Książki? W to się nie da bawić we dwoje. Ale jeśli chcesz, możemy się pobawić w szkołę.
Przepiękna książka. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Temat tak trudny, że trzeba niezwykłego wyczucia, by nie zgubić wszystkiego, co ważne. A odnaleźć to, co istotne można wsłuchując się w innych i dbając o KIEDYŚ. Tak to zrozumiałam.
Rafał ma prawie dziewięć lat i mieszka w Dzielnicy. Ta dzielnica to warszawskie getto. Ukochany Dziadzio, przedwojenny skrzypek w filharmonii, dopóty może opiekuje się wnukiem. Przychodzi dzień, w którym decyduje się na wydostanie chłopca z Dzielnicy. Co ma z tym wspólnego"Wehikuł czasu", warszawskie zoo, Emek, Lidka, Miksio, Bursztyn i pani w zielonym płaszczu? Odpowiedzi można szukać na blisko trzystu stronach powieści.
O przyjaźni, miłości, potędze wyobraźni, szacunku do historii i bliskich.
Uwielbiam książki tego Autora i bardzo polecam.
Marcin Szczygielski
Arka czasu
Wydawnictwo Stentor
niedziela, 9 marca 2014
Grzegorz Gortat "Muszkatowie czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" - na miłe popołudnie, ale bez wielkich achów i ochów
Dom, w którym mieszkała pani Zimmerman, znajdował się o dziesięć minut drogi. Stał na obrzeżach starej willowej dzielnicy, którą ostatnia wojna szczęśliwie oszczędziła. Pani Zimmerman nie była jego jedyną lokatorką. Ogrodzony od ulicy wysokim murem, równie stary jak wiekowe drzewa w otaczającym go ogrodzie, dwupiętrowy budynek miał wiele pokoi i przez lata zgromadził mnóstwo historii o jego przychodzących i odchodzących mieszkańcach.
Szli całą czwórką szeroką aleją prowadzącą do bramy wejściowej, mijając dużą tablicę informacyjną z napisem "DOM SPOKOJNEJ STAROŚCI".
- To tu mieszka pani Zimmermann? - zapytał uczeń profesora Kokoszki.
- Ja wyjaśnię - wyrwała się Muszka. - Pani Zimmermann sama mi o wszystkim opowiadała. Jak miała dziesięć lat, wybuchła wojna i cała jej rodzina zginęła. Dlatego jest sama.
- Była nauczycielką naszej babci, a potem mamy, stąd mama ją zna - wtrącił Sumo. - Choć całe życie uczyła dzieci, swoich nie miała. Staramy się odwiedzać panią Zimmerman przynajmniej raz w tygodniu. Ostatni raz byliśmy dwa tygodnie temu, a to dlatego, że był koniec roku szkolnego, a potem rodzice się szykowali do wyjazdu.
- Lubię tu przychodzić - ciągnęła Muszka. - Pani Zimmermann zna dużo ciekawych historii.
Przy murze, po prawej stronie bramy, na niewysokim cokole, stała naturalnej wielkości rzeźba z kamienia.
- A to kto?
- Święty Antoni - wyjaśnił Tymon. - Kiedyś był tu zakon franciszkanów. Jeszcze przed wojna władze zakonu zapisały cały teren jakiejś organizacji charytatywnej, która miała tu prowadzić dom spokojnej starości.
- To ma być Antoni? Akurat! Wcale niepodobny! - Zadzierając głowę mężczyzna przypatrywał się figurze. - Sam by się nie poznał.
Tymon już się przymierzał, żeby zapytać: "Skąd pan może to wiedzieć?", lecz Muszka weszła mu w paradę:
- Ale jeszcze dlatego lubię tu przychodzić, że mogę się bawić z pieskami.
- Bo to dość nietypowy dom opieki - dodał Sumo. - Starszym ludziom wolno trzymać zwierzęta. Podobno dzięki temu czują się mniej samotni.
W chwilę potem przekroczyli bramę i pytanie, które Tymon miał na końcu języka, wyleciało mu z głowy na widok tego, co zobaczył.
- Gdzie są wszyscy? - wydukał.
Rodzice trójki rodzeństwa Muszkatów wyjechali na weekend do Londynu.Dzieci zostały pod opieką pani Zawady, która wprost z domu Muszkatów udaje się do sanatorium. I tu sprawy się komplikują. Taksówka pani Zawady odjeżdża, a przylot rodziców opóźnia się na skutek strajku kontrolerów lotów w Londynie. Tymczasem do drzwi puka nieznajomy, zwany dalej Wieloimiennym. Wzbudza zaufanie dzieci i papugi Sancho Pansa. Zostaje zaangażowany, do czasu wyjaśnienia sytuacji, w roli opiekunki do dzieci. Kim jest Wieloimienny? Dlaczego ma alergiczny kaszel? Kim jest Szef i hrabia Marcel von Fobiańczyk? - na te i wiele innych pytań, które pojawią się w książce, odpowiedź przyjdzie m.in w Domu Spokojnej Starości.
Książka napisana ładnym językiem, wartka akcja, sytuacyjne poczucie humoru, klimat tajemniczości. Wszystko co dzieciom może się podobać Jednak pomysł na książkę sztampowy, przewidywalny, mało zajmujący. Inaczej - jedna z wielu, dobra, ale szybko pójdzie w zapomnienie. Chyba lepiej wypożyczyć niż kupić.
Grzegorz Gortat
Muszkatowie czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Ilustracje Katarzyna Kołodziej (nie zatrzymują...)
Wydawnictwo Literatura
Szli całą czwórką szeroką aleją prowadzącą do bramy wejściowej, mijając dużą tablicę informacyjną z napisem "DOM SPOKOJNEJ STAROŚCI".
- To tu mieszka pani Zimmermann? - zapytał uczeń profesora Kokoszki.
- Ja wyjaśnię - wyrwała się Muszka. - Pani Zimmermann sama mi o wszystkim opowiadała. Jak miała dziesięć lat, wybuchła wojna i cała jej rodzina zginęła. Dlatego jest sama.
- Była nauczycielką naszej babci, a potem mamy, stąd mama ją zna - wtrącił Sumo. - Choć całe życie uczyła dzieci, swoich nie miała. Staramy się odwiedzać panią Zimmerman przynajmniej raz w tygodniu. Ostatni raz byliśmy dwa tygodnie temu, a to dlatego, że był koniec roku szkolnego, a potem rodzice się szykowali do wyjazdu.
- Lubię tu przychodzić - ciągnęła Muszka. - Pani Zimmermann zna dużo ciekawych historii.
Przy murze, po prawej stronie bramy, na niewysokim cokole, stała naturalnej wielkości rzeźba z kamienia.
- A to kto?
- Święty Antoni - wyjaśnił Tymon. - Kiedyś był tu zakon franciszkanów. Jeszcze przed wojna władze zakonu zapisały cały teren jakiejś organizacji charytatywnej, która miała tu prowadzić dom spokojnej starości.
- To ma być Antoni? Akurat! Wcale niepodobny! - Zadzierając głowę mężczyzna przypatrywał się figurze. - Sam by się nie poznał.
Tymon już się przymierzał, żeby zapytać: "Skąd pan może to wiedzieć?", lecz Muszka weszła mu w paradę:
- Ale jeszcze dlatego lubię tu przychodzić, że mogę się bawić z pieskami.
- Bo to dość nietypowy dom opieki - dodał Sumo. - Starszym ludziom wolno trzymać zwierzęta. Podobno dzięki temu czują się mniej samotni.
W chwilę potem przekroczyli bramę i pytanie, które Tymon miał na końcu języka, wyleciało mu z głowy na widok tego, co zobaczył.
- Gdzie są wszyscy? - wydukał.
Rodzice trójki rodzeństwa Muszkatów wyjechali na weekend do Londynu.Dzieci zostały pod opieką pani Zawady, która wprost z domu Muszkatów udaje się do sanatorium. I tu sprawy się komplikują. Taksówka pani Zawady odjeżdża, a przylot rodziców opóźnia się na skutek strajku kontrolerów lotów w Londynie. Tymczasem do drzwi puka nieznajomy, zwany dalej Wieloimiennym. Wzbudza zaufanie dzieci i papugi Sancho Pansa. Zostaje zaangażowany, do czasu wyjaśnienia sytuacji, w roli opiekunki do dzieci. Kim jest Wieloimienny? Dlaczego ma alergiczny kaszel? Kim jest Szef i hrabia Marcel von Fobiańczyk? - na te i wiele innych pytań, które pojawią się w książce, odpowiedź przyjdzie m.in w Domu Spokojnej Starości.
Książka napisana ładnym językiem, wartka akcja, sytuacyjne poczucie humoru, klimat tajemniczości. Wszystko co dzieciom może się podobać Jednak pomysł na książkę sztampowy, przewidywalny, mało zajmujący. Inaczej - jedna z wielu, dobra, ale szybko pójdzie w zapomnienie. Chyba lepiej wypożyczyć niż kupić.
Grzegorz Gortat
Muszkatowie czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Ilustracje Katarzyna Kołodziej (nie zatrzymują...)
Wydawnictwo Literatura
sobota, 15 lutego 2014
Michał Rusinek "Wierszyki rodzinne"
Jaskiniowiec
Gdy bylem mały, były momenty,
że obwieszczałem: "Jestem zajęty!
Proszę nie wchodzić mi do pokoju!
Ja tu pracuję w trudzie i znoju!"
Tak pracowałem pół dnia bez slowa,
aż w końcu praca była gotowa.
Gdy pokazalem z dumą jej piękno,
mama zemdlała, a tata jęknął.
Ja tylko przecież - daję wam słowo!-
narysowałem kredką woskową
od ramy okna do drzwi framugi
bitwę na dzidy oraz maczugi.
Tata rzekł: "Kara cię za to spotka".
Ja na to: "Tato, to przez praprzodka,
który w jaskiniach - co dzień od rana -
rysował bardzo pięknie po ścianach.
To po nim taki mam talent, tato.
I nie poradzę nic a nic na to".
Bardzo udany tomik, choć Wierszyki domowe wydają się ciekawsze i dużo bardziej finezyjne. Za to ilustracje zdecydowanie na plus w stosunku do poprzedniego tomu - adekwatne i pomysłowe stanowią ucztę dla oczu.
W wierszach sporo poczucia humoru, treści "pod spodem" i zaproszenie do poszukiwania własnych korzeni oraz odpowiedzi na pytanie: Kim jestem?
Michał Rusinek
Wierszyki rodzinne
Ilustracje Joanna Rusinek
Wydawnictwo Znak
piątek, 31 stycznia 2014
Gianni Rodari "Interesy Pana Kota"
Pewnego razu pewien kot postanowił się wzbogacić. Miał trzech stryjów i do nich to właśnie udał się po dobre rady.
- Mógłbyś zostać złodziejem - powiedział Stryj Pierwszy - nie ma lepszego sposobu, jeżeli chce się dużo zarobić.
- Na takie zajęcie jestem za uczciwy.
- To dwie zupełnie różne rzeczy: wśród złodziei jest dużo uczciwych osób, a wśród uczciwych osób jest dużo złodziei. Bilans równa się zero, a nocą wszystkie koty są szare.
- Jeszcze się zastanowię - powiedział kot.
- Mógłbyś zostać piosenkarzem - powiedział Stryj Drugi - nie ma lepszego sposobu, jeżeli chce się dużo zarobić i zdobyć sławę.
- Ale ja nie mam głosu.
- I co z tego? Znam wielu piosenkarzy, którzy śpiewają jak kundle, a są bogaci jak francuskie pieski. Ha, ha, wyszedł mi ten dowcip, nie uważasz? Zaczekaj, to go sobie zapiszę. A więc? Podjąłeś już jakąś decyzję?
- Jeszcze się zastanowię - powiedział kot.
Stryj Trzeci zaś powiedział:
- Zajmij się handlem. Otwórz duży sklep, a ludzie sami będą się ustawiać w kolejce, żeby przynosić ci swoje pieniądze.
- A co mógłbym sprzedawać?
- Fortepiany, lodówki, lokomotywy...
- To wszystko za ciężkie.
- Damskie rękawiczki.
- Wtedy stracę wszystkich klientów rodzaju męskiego.
- Zrób więc tak: otwórz kiosk na Capri. To cudowna wyspa. Przez cały rok jest tam piękna pogoda. Przyjeżdża wielu cudzoziemców i każdy z nich kupuje przynajmniej jedną pocztówkę i jeden znaczek, żeby ja wysłać.
- Jeszcze się zastanowię - powiedział kot.
Zastanawiał się przez siedem dni, aż wreszcie postanowił otworzyć duży sklep z artykułami spożywczymi.
Wynajął lokal na parterze nowo wybudowanego domu, ustawił w nim ladę, regały, kasy i zatrudnił kasjerkę. Następnie nie chcąc tracić pieniędzy na dekoratora, osobiście wykonał szyld:
- Mógłbyś zostać złodziejem - powiedział Stryj Pierwszy - nie ma lepszego sposobu, jeżeli chce się dużo zarobić.
- Na takie zajęcie jestem za uczciwy.
- To dwie zupełnie różne rzeczy: wśród złodziei jest dużo uczciwych osób, a wśród uczciwych osób jest dużo złodziei. Bilans równa się zero, a nocą wszystkie koty są szare.
- Jeszcze się zastanowię - powiedział kot.
- Mógłbyś zostać piosenkarzem - powiedział Stryj Drugi - nie ma lepszego sposobu, jeżeli chce się dużo zarobić i zdobyć sławę.
- Ale ja nie mam głosu.
- I co z tego? Znam wielu piosenkarzy, którzy śpiewają jak kundle, a są bogaci jak francuskie pieski. Ha, ha, wyszedł mi ten dowcip, nie uważasz? Zaczekaj, to go sobie zapiszę. A więc? Podjąłeś już jakąś decyzję?
- Jeszcze się zastanowię - powiedział kot.
Stryj Trzeci zaś powiedział:
- Zajmij się handlem. Otwórz duży sklep, a ludzie sami będą się ustawiać w kolejce, żeby przynosić ci swoje pieniądze.
- A co mógłbym sprzedawać?
- Fortepiany, lodówki, lokomotywy...
- To wszystko za ciężkie.
- Damskie rękawiczki.
- Wtedy stracę wszystkich klientów rodzaju męskiego.
- Zrób więc tak: otwórz kiosk na Capri. To cudowna wyspa. Przez cały rok jest tam piękna pogoda. Przyjeżdża wielu cudzoziemców i każdy z nich kupuje przynajmniej jedną pocztówkę i jeden znaczek, żeby ja wysłać.
- Jeszcze się zastanowię - powiedział kot.
Zastanawiał się przez siedem dni, aż wreszcie postanowił otworzyć duży sklep z artykułami spożywczymi.
Wynajął lokal na parterze nowo wybudowanego domu, ustawił w nim ladę, regały, kasy i zatrudnił kasjerkę. Następnie nie chcąc tracić pieniędzy na dekoratora, osobiście wykonał szyld:
Sprzedaż myszy w konserwach.
Bardzo zabawna i ładna historia o kocie, który chciał się wzbogacić sprzedając myszy w konserwach. Logistycznie wszystko miał dopracowane: zatrudnił kasjerkę, kierowcę, opracował system promocji i reklamy, zdobył klientów, tylko nie miał towaru... A myszy nie chciały współpracować. Finał historii oczywiście niezwykle zaskakujący.
Ekonomia sprzedaży dla dzieci w kolorowej pigułce. Polecam na dobry humor i przyswojenie kawałka nieznanej im rzeczywistości.
Gianni Rodari
Interesy Pana Kota
Ilustracje Joanna M.Kołyszko
Wydawnictwo Muchomor
Autor zaliczany jest do włoskich klasyków literatury dziecięcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














