
poniedziałek, 30 czerwca 2014
niedziela, 29 czerwca 2014
Maria Parr "Gofrowe serce. Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy"
Barka Noego
Nastepnego dnia Lena i ja poszliśmy do szkółki niedzielnej. Wzięlismy nawet ze sobą Kędziorkę.
W nocy padało, więc na drodze było pełno kałuż. Kedziorka miała odwrotnie nałożone kalosze i musiałem ją ciągnąć pod górkę.
- Dzięki Bogu, że nie jest moja - mówiła Lena od czasu do czasu, gdy musiała na nas czekać, ale wiem, że w głębi duszy wcale tak nie myśli. Kedziorka jest złota warta. Tak naprawdę nazywa się równie dziwacznie jak ja. Konstanse Lillefine czy jakoś tak. Dobrze nie pamiętam.
W szkółce niedzielnej uczyliśmy się o Arce Noego. Noe to mężczyzna, który żył tysiące lat temu w innym kraju.(...)
Gdy szliśmy do domu w blasku słońca, Lena powiedziała:
- Arka to głupkowata nazwa dla łódki. Ten Noe mógłby wymyślić jakąś lepszą.
- Nie wiadomo, czy to Noe wymyślił te nazwę - zauważyłem przeskakując przez dużą kałużę.
- No to kto? - zapytała Lena i przeskoczyła przez jeszcze większa kałużę. Pomylili się w Biblii?
- No chyba w Biblii się pomylili - powiedziałem, rozpędzając się do skoku przez największą kałużę na całej drodze do domu. Wylądowałem w środku.
- Może wtedy nie wynaleźli jeszcze wszystkich liter - stwierdziła Lena po moim chlupnięciu. - Skoro to było tak potwornie dawno temu.
Wylewając wodę najpierw z mojego kalosza, a potem z obu kaloszy Kędziorki, zapytałem Lenę, czy ma jakąś lepszą nazwę dla łódki. Lena nie od razu odpowiedziała. Myślałem, że już nic nie wymyśli, i nagle usłyszałem:
- Barka
Powinno być barka Noego, uważała Lena. Wszyscy wiedzą, że barka to łódź. Arka to zupełnie co innego, to może być imię dla dziewczyny, a nie dla łódki. Lena westchnęła zrezygnowana, na myśl o autorach Biblii.
- Barki nie są zbyt duże - powiedziałem.
Lena pokręciła głową.
To pewnie dlatego dinozaury wymarły, Kręciołku. Potopiły się. Noe nie miał dla nich miejsca.
To właśnie wtedy, gdy wyobrażałem sobie, jak Noe próbował upchnąć tyranozaura na pokład, przyszedł mi do głowy wspaniały pomysł.
- Lena, wypróbujemy tę sprawę z barką? Zobaczymy ile zwierząt nam się zmieści.
Nie było niczego, na co Lena miałaby większą ochotę tej niedzieli, niż właśnie ten plan.
Wujek Tor ma ładną, dużą barkę, która pływa codziennie oprócz niedziel. Wujek Tor szybko się złości, szczególnie na mnie i Lenę. Ale okolica nie jest tu usiana barkami. Lena uważała, ze trzeba zadowolić się tą, która jest w zasięgu reki, mimo ze należy do wujka Tora. Była ciekawa, czy uważam, ze Noe by się przejmował jakimś trudnym wujkiem, kiedy w grę wchodziło przetrwanie całego świata.
Co było potem, dość łatwo przewidzieć. Pomysł zrodzony w głowie Kręciolka i Leny domagał się natychmiastowej realizacji. Niestety wymknął się nieco spod kontroli...
Lena, która je jak koń a wygląda jak rower oraz Kręciolek, którego rodzice nazwali Theobald Rodrik, a potem żałowali, są najlepszymi przyjaciółmi. Mieszkają w Zatoce Pękatej Matyldy i chodzą do jednej klasy. Ich codzienność jest pełna rumieńców, bo nie zna nudy i pełno w niej przeżyć. Sytuacje, z którymi mierzą się dzieci często nie są dla nich łatwe i próbują poradzić sobeie z nimi na swój sposób. Choćby Lena, która bardzo chciała mieć tatę. Powiesiła ogłoszenie na drzwiach w sklepie Tata potrzebny od zaraz. Musi być miły i lubić dzieciaki, dodała również domowy numer telefonu.
Ładna, mądra książka, ale juz niedostępna w księgarniach. Warto ją znaleźć w innych miejscach.
Jeśli ktoś pyta, gdzie te ksiąski w stylu Dzieci z Bullerbyn, właśnie znalazł jedną z nich.
Serdecznie polecam.
Maria Parr
Gofrowe serce. Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Nastepnego dnia Lena i ja poszliśmy do szkółki niedzielnej. Wzięlismy nawet ze sobą Kędziorkę.
W nocy padało, więc na drodze było pełno kałuż. Kedziorka miała odwrotnie nałożone kalosze i musiałem ją ciągnąć pod górkę.
- Dzięki Bogu, że nie jest moja - mówiła Lena od czasu do czasu, gdy musiała na nas czekać, ale wiem, że w głębi duszy wcale tak nie myśli. Kedziorka jest złota warta. Tak naprawdę nazywa się równie dziwacznie jak ja. Konstanse Lillefine czy jakoś tak. Dobrze nie pamiętam.
W szkółce niedzielnej uczyliśmy się o Arce Noego. Noe to mężczyzna, który żył tysiące lat temu w innym kraju.(...)
Gdy szliśmy do domu w blasku słońca, Lena powiedziała:
- Arka to głupkowata nazwa dla łódki. Ten Noe mógłby wymyślić jakąś lepszą.
- Nie wiadomo, czy to Noe wymyślił te nazwę - zauważyłem przeskakując przez dużą kałużę.
- No to kto? - zapytała Lena i przeskoczyła przez jeszcze większa kałużę. Pomylili się w Biblii?
- No chyba w Biblii się pomylili - powiedziałem, rozpędzając się do skoku przez największą kałużę na całej drodze do domu. Wylądowałem w środku.
- Może wtedy nie wynaleźli jeszcze wszystkich liter - stwierdziła Lena po moim chlupnięciu. - Skoro to było tak potwornie dawno temu.
Wylewając wodę najpierw z mojego kalosza, a potem z obu kaloszy Kędziorki, zapytałem Lenę, czy ma jakąś lepszą nazwę dla łódki. Lena nie od razu odpowiedziała. Myślałem, że już nic nie wymyśli, i nagle usłyszałem:
- Barka
Powinno być barka Noego, uważała Lena. Wszyscy wiedzą, że barka to łódź. Arka to zupełnie co innego, to może być imię dla dziewczyny, a nie dla łódki. Lena westchnęła zrezygnowana, na myśl o autorach Biblii.
- Barki nie są zbyt duże - powiedziałem.
Lena pokręciła głową.
To pewnie dlatego dinozaury wymarły, Kręciołku. Potopiły się. Noe nie miał dla nich miejsca.
To właśnie wtedy, gdy wyobrażałem sobie, jak Noe próbował upchnąć tyranozaura na pokład, przyszedł mi do głowy wspaniały pomysł.
- Lena, wypróbujemy tę sprawę z barką? Zobaczymy ile zwierząt nam się zmieści.
Nie było niczego, na co Lena miałaby większą ochotę tej niedzieli, niż właśnie ten plan.
Wujek Tor ma ładną, dużą barkę, która pływa codziennie oprócz niedziel. Wujek Tor szybko się złości, szczególnie na mnie i Lenę. Ale okolica nie jest tu usiana barkami. Lena uważała, ze trzeba zadowolić się tą, która jest w zasięgu reki, mimo ze należy do wujka Tora. Była ciekawa, czy uważam, ze Noe by się przejmował jakimś trudnym wujkiem, kiedy w grę wchodziło przetrwanie całego świata.
Co było potem, dość łatwo przewidzieć. Pomysł zrodzony w głowie Kręciolka i Leny domagał się natychmiastowej realizacji. Niestety wymknął się nieco spod kontroli...
Lena, która je jak koń a wygląda jak rower oraz Kręciolek, którego rodzice nazwali Theobald Rodrik, a potem żałowali, są najlepszymi przyjaciółmi. Mieszkają w Zatoce Pękatej Matyldy i chodzą do jednej klasy. Ich codzienność jest pełna rumieńców, bo nie zna nudy i pełno w niej przeżyć. Sytuacje, z którymi mierzą się dzieci często nie są dla nich łatwe i próbują poradzić sobeie z nimi na swój sposób. Choćby Lena, która bardzo chciała mieć tatę. Powiesiła ogłoszenie na drzwiach w sklepie Tata potrzebny od zaraz. Musi być miły i lubić dzieciaki, dodała również domowy numer telefonu.
Ładna, mądra książka, ale juz niedostępna w księgarniach. Warto ją znaleźć w innych miejscach.
Jeśli ktoś pyta, gdzie te ksiąski w stylu Dzieci z Bullerbyn, właśnie znalazł jedną z nich.
Serdecznie polecam.
Maria Parr
Gofrowe serce. Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
czwartek, 29 maja 2014
Ulf Nilsson, Eva Eriksson "Kret sam na scenie"
Ulf Nilsson, Eva Eriksson
Kret sam na scenie
Wydawnictwo EneDueRabe
Nie chciałem występować na dużych uroczystościach. Miałem sześć lat i chodziłem do szkoły. Z okazji święta wiosny organizowaliśmy przedstawienie. Na prawdziwej scenie z prawdziwymi reflektorami. Powiedziałem pani, że nie dam rady.
"Mam pomysł!", odparła. "Będziesz siedzieć obok sceny i na koniec wejdziesz i pożegnasz wszystkich. to wystarczy".
Tylko parę ostatnich słów, a potem kawa, tort i do domu. A jaki mam mieć na sobie kostium? Do wyboru zostało tylko przebranie kreta.
Ćwiczyliśmy każdego dnia. Wszyscy śpiewali. Gdy przedstawienie się kończyło, miałem wyjść na środek i powiedzieć:"To była wesoła piosenka, ale to już koniec".
Pewnego dnia, pod koniec próby, dopadła mnie straszna nieśmiałość.
Pani weszła na scenę."Jesteś najlepszy do tej trudnej roli", próbowała dodać mi otuchy.
Przytuliłem się do niej mocno. Reflektory mnie oślepiały. Nic nie powiedziałem. A potem wydusiłem z siebie za szybko i za cicho:"Tobyławesolapiosenka, aletojużkoniec".
Lampy powoli zgasły. Stałem w ciemności. Pani udzielała ostatnich wskazówek: "Jutro będziesz sam na scenie. Mów trochę głośniej i wolniej. Będzie dobrze, zobaczysz...".
Ładna, mądra historia o lękach, które tkwią w nas. Sześcioletni chłopiec ma wystąpić podczas szkolnej uroczystości. W domu jest odważny, wesoły, z inicjatywą. W sytuacji społecznej zaczyna się bać. Pojawiają się lękowe myśli, ból brzucha, wizyta w łazience i bardzo mądra nauczycielka.
Książka napisana dość wnikliwie, prosto, wspierająco. Ładne ilustracje dopełniają całości.
Jedyną rzeczą, która mi się tutaj nie podoba jest tekst piosenki śpiewanej młodszemu bratu.
Polecam większość książek wydawnictwa EneDueRabe. Traktują o bardzo ważnych sprawach w delikatny i adekwatny do wielu sposób.
Kret sam na scenie
Wydawnictwo EneDueRabe
Nie chciałem występować na dużych uroczystościach. Miałem sześć lat i chodziłem do szkoły. Z okazji święta wiosny organizowaliśmy przedstawienie. Na prawdziwej scenie z prawdziwymi reflektorami. Powiedziałem pani, że nie dam rady.
"Mam pomysł!", odparła. "Będziesz siedzieć obok sceny i na koniec wejdziesz i pożegnasz wszystkich. to wystarczy".
Tylko parę ostatnich słów, a potem kawa, tort i do domu. A jaki mam mieć na sobie kostium? Do wyboru zostało tylko przebranie kreta.
Ćwiczyliśmy każdego dnia. Wszyscy śpiewali. Gdy przedstawienie się kończyło, miałem wyjść na środek i powiedzieć:"To była wesoła piosenka, ale to już koniec".
Pewnego dnia, pod koniec próby, dopadła mnie straszna nieśmiałość.
Pani weszła na scenę."Jesteś najlepszy do tej trudnej roli", próbowała dodać mi otuchy.
Przytuliłem się do niej mocno. Reflektory mnie oślepiały. Nic nie powiedziałem. A potem wydusiłem z siebie za szybko i za cicho:"Tobyławesolapiosenka, aletojużkoniec".
Lampy powoli zgasły. Stałem w ciemności. Pani udzielała ostatnich wskazówek: "Jutro będziesz sam na scenie. Mów trochę głośniej i wolniej. Będzie dobrze, zobaczysz...".
Ładna, mądra historia o lękach, które tkwią w nas. Sześcioletni chłopiec ma wystąpić podczas szkolnej uroczystości. W domu jest odważny, wesoły, z inicjatywą. W sytuacji społecznej zaczyna się bać. Pojawiają się lękowe myśli, ból brzucha, wizyta w łazience i bardzo mądra nauczycielka.
Książka napisana dość wnikliwie, prosto, wspierająco. Ładne ilustracje dopełniają całości.
Jedyną rzeczą, która mi się tutaj nie podoba jest tekst piosenki śpiewanej młodszemu bratu.
Polecam większość książek wydawnictwa EneDueRabe. Traktują o bardzo ważnych sprawach w delikatny i adekwatny do wielu sposób.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Dominique Bar, Louis-Bernard Koch, Guy Lehideux "Z Wadowic do Rzymu"
Dominique Bar, Louis-Bernard Koch, Guy Lehideux
Z Wadowic do Rzymu
Wydawnictwo Biały Kruk
Dość niecodzienna biografia dla dzieci św.Jana Pawła II. Wykonana przez francuskich rysowników w oparciu o zdjęcia Adama Bujaka i Arturo Mari.
Z okładki: Pierwsza na świecie rysunkowa biografia Karola Wojtyły - Jana Pawła II. Autorami tej niezwykle wciągającej komiksowej opowieści są znani francuscy rysownicy - Dominique Bar i Guy Lehideux oraz scenarzysta Louis-Bernard Koch. Komiks opatrzony jest przedmową kard.Paula Pouparda, przewodniczącego Papieskiej Rady ds.Kultury. Opowieść o dużych walorach edukacyjnych.
Polecam. Wydana w 2004r, a więc warto poszperać w archiwalnych zasobach.
Z Wadowic do Rzymu
Wydawnictwo Biały Kruk
Dość niecodzienna biografia dla dzieci św.Jana Pawła II. Wykonana przez francuskich rysowników w oparciu o zdjęcia Adama Bujaka i Arturo Mari.
Z okładki: Pierwsza na świecie rysunkowa biografia Karola Wojtyły - Jana Pawła II. Autorami tej niezwykle wciągającej komiksowej opowieści są znani francuscy rysownicy - Dominique Bar i Guy Lehideux oraz scenarzysta Louis-Bernard Koch. Komiks opatrzony jest przedmową kard.Paula Pouparda, przewodniczącego Papieskiej Rady ds.Kultury. Opowieść o dużych walorach edukacyjnych.
Polecam. Wydana w 2004r, a więc warto poszperać w archiwalnych zasobach.
Urlich Janssen, Ulla Steuernagel "Uniwersytet dziecięcy"
Urlich Janssen, Ulla Steuernagel
Uniwersytet dziecięcy
Wydawnictwo Dwie Siostry
Co leży pod skorupą ziemską?
Im dalej w głąb Ziemi, tym większy upał. W dolnej warstwie skorupy ziemskiej temperatury dochodzą do 400, a nawet 900 stopni Celsjusza. Ta cienka skorupa, którą opuścimy, by dotrzeć do środka Ziemi, chroni jej powierzchnię przed dużo wyższymi temperaturami. Przed nami długa podróż przez tak zwany płaszcz Ziemi. Trzeba pokonać odległość 2850 kilometrów, mniej więcej tyle, co z Wrocławia do Egiptu. Przez bulaje naszego okrętu widzimy, jak zmienia się "krajobraz". zamiast szaroczarnego granitu otacza nas zielonkawa, bardziej miękka niż skorupa, stopiona substancja. Minerał, z którego składa się górna część płaszcza Ziemi, to oliwin.. Grudki oliwinu znajdujemy czasem n a powierzchni Ziemi, zwłaszcza tam, gdzie występują wulkany.
W ziemskim płaszczu panuje wysoka temperatura - 1400 stopni Celsjusza - o wiele wyższa niż w ognisku. Już przy ognisku dużo się dzieje, bo wszystko trzeszczy, iskrzy się, żarzy, dym, popiół i iskry unoszą się. A co dopiero odbywa się we wnętrzu Ziemi, gdzie jest znacznie goręcej! Do góry przesuwają się, wypalając sobie wolną drogę, bryły magmy, a opadają mniej gorące, czyli cięższe porcje roztopionych skał.
Nasz okręt musi być dobrze opancerzony, żeby przedrzeć się przez rozgrzany do 1400 stopni Celsjusza płaszcz Ziemi, który w dolnej części staje się ciągliwy i jakby bardziej płynny. podróż robi się naprawdę niebezpieczna, kiedy docieramy do następnej warstwy Ziemi - do "jądra zewnętrznego". Temperatura wzrasta do 5000 stopni Celsjusza i nasz statek nie potrzebuje już żadnego wiertla - kołysząc się nurkuje w płynnej masie. osiągnęliśmy jądro zewnętrzne - warstwę, która tworzy płynny metal. Niektórym z was nie jest obcy widok huty i płynącej z hutniczego pieca surówki. Taki obraz znajduje się za bulajami naszego okrętu.
Okręt przemierza 2080 kilometrów w płynnym metalu, by wreszcie dotrzeć do centrum Ziemi, do "jądra wewnętrznego", które - tak jak zewnętrzne - składa się z żelaza i niklu, nie jest już jednak płynne. Jądro wewnętrzne jest twarde, niesamowicie twarde, bo w ciągu 4,6 miliardów lat zgromadziły się w nim najcięższe składniki Ziemi. Jądro wewnętrzne, w które się wwierciliśmy się naszym okrętem, jest okrągłą, gorącą i niewyobrażalnie ciężką bryłą metalu, która tkwi w Ziemi jak pestka w śliwce.W naszej fantazji możemy wwiercić się też i w tę bryłę, przebyć w 1390 kilometrów i znaleźć się w potężnej metalowej kuli w samym środku Ziemi.
Nasza planeta ma serce z metalu - kto by pomyślał!
Uniwersytet dziecięcy jest odpowiedzią na potrzeby dzieci, które chciały znać odpowiedzi na trudne pytania. Dorośli dali im możliwość ich odnalezienia w formie otwartych wykładów na uniwersytecie w Tybindze w Niemczech. Znakzomita inicjatywa, która z sali wykładowej przeszła na karty książki.
W lekturze naukowcy próbują odpowiedzieć na pytania:
- Dlaczego dinozaury wyginęły?
- Dlaczego wulkany zieją ogniem?
- Dlaczego jedni są biedni, a inni bogaci?
- Dlaczego śmiejemy się z dowcipów?
- Dlaczego ludzie umierają?
- Dlaczego człowiek pochodzi od małpy?
- Dlaczego muzułmanie modlą się na dywanach?
- Dlaczego szkoła jest głupia?
Książka napisana bardzo przystępnym i ładnym językiem. Jej podtytuł to Mądre odpowiedzi na trudne pytania. Sporo poczucia humoru, ciekawych porównań, intrygujących ciekawostek. Zachęcam do zakupu.
Uniwersytet dziecięcy
Wydawnictwo Dwie Siostry
Co leży pod skorupą ziemską?
Im dalej w głąb Ziemi, tym większy upał. W dolnej warstwie skorupy ziemskiej temperatury dochodzą do 400, a nawet 900 stopni Celsjusza. Ta cienka skorupa, którą opuścimy, by dotrzeć do środka Ziemi, chroni jej powierzchnię przed dużo wyższymi temperaturami. Przed nami długa podróż przez tak zwany płaszcz Ziemi. Trzeba pokonać odległość 2850 kilometrów, mniej więcej tyle, co z Wrocławia do Egiptu. Przez bulaje naszego okrętu widzimy, jak zmienia się "krajobraz". zamiast szaroczarnego granitu otacza nas zielonkawa, bardziej miękka niż skorupa, stopiona substancja. Minerał, z którego składa się górna część płaszcza Ziemi, to oliwin.. Grudki oliwinu znajdujemy czasem n a powierzchni Ziemi, zwłaszcza tam, gdzie występują wulkany.
W ziemskim płaszczu panuje wysoka temperatura - 1400 stopni Celsjusza - o wiele wyższa niż w ognisku. Już przy ognisku dużo się dzieje, bo wszystko trzeszczy, iskrzy się, żarzy, dym, popiół i iskry unoszą się. A co dopiero odbywa się we wnętrzu Ziemi, gdzie jest znacznie goręcej! Do góry przesuwają się, wypalając sobie wolną drogę, bryły magmy, a opadają mniej gorące, czyli cięższe porcje roztopionych skał.
Nasz okręt musi być dobrze opancerzony, żeby przedrzeć się przez rozgrzany do 1400 stopni Celsjusza płaszcz Ziemi, który w dolnej części staje się ciągliwy i jakby bardziej płynny. podróż robi się naprawdę niebezpieczna, kiedy docieramy do następnej warstwy Ziemi - do "jądra zewnętrznego". Temperatura wzrasta do 5000 stopni Celsjusza i nasz statek nie potrzebuje już żadnego wiertla - kołysząc się nurkuje w płynnej masie. osiągnęliśmy jądro zewnętrzne - warstwę, która tworzy płynny metal. Niektórym z was nie jest obcy widok huty i płynącej z hutniczego pieca surówki. Taki obraz znajduje się za bulajami naszego okrętu.
Okręt przemierza 2080 kilometrów w płynnym metalu, by wreszcie dotrzeć do centrum Ziemi, do "jądra wewnętrznego", które - tak jak zewnętrzne - składa się z żelaza i niklu, nie jest już jednak płynne. Jądro wewnętrzne jest twarde, niesamowicie twarde, bo w ciągu 4,6 miliardów lat zgromadziły się w nim najcięższe składniki Ziemi. Jądro wewnętrzne, w które się wwierciliśmy się naszym okrętem, jest okrągłą, gorącą i niewyobrażalnie ciężką bryłą metalu, która tkwi w Ziemi jak pestka w śliwce.W naszej fantazji możemy wwiercić się też i w tę bryłę, przebyć w 1390 kilometrów i znaleźć się w potężnej metalowej kuli w samym środku Ziemi.
Nasza planeta ma serce z metalu - kto by pomyślał!
Uniwersytet dziecięcy jest odpowiedzią na potrzeby dzieci, które chciały znać odpowiedzi na trudne pytania. Dorośli dali im możliwość ich odnalezienia w formie otwartych wykładów na uniwersytecie w Tybindze w Niemczech. Znakzomita inicjatywa, która z sali wykładowej przeszła na karty książki.
W lekturze naukowcy próbują odpowiedzieć na pytania:
- Dlaczego dinozaury wyginęły?
- Dlaczego wulkany zieją ogniem?
- Dlaczego jedni są biedni, a inni bogaci?
- Dlaczego śmiejemy się z dowcipów?
- Dlaczego ludzie umierają?
- Dlaczego człowiek pochodzi od małpy?
- Dlaczego muzułmanie modlą się na dywanach?
- Dlaczego szkoła jest głupia?
Książka napisana bardzo przystępnym i ładnym językiem. Jej podtytuł to Mądre odpowiedzi na trudne pytania. Sporo poczucia humoru, ciekawych porównań, intrygujących ciekawostek. Zachęcam do zakupu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













