sobota, 22 sierpnia 2015
Małgorzata Strzałkowska "Części mowy czyli wierszowany samouczek nietypowy"
PARTYKUŁA
Partykuły bardzo dobrze wypełniają swe zadania,
ożywiają ciut wypowiedź i zmieniając wydźwięk zdania.
FRANEK
- Może raczej - rzekła Hanka -
nie rób, Franku, w banku manka,
bo kto manko robi w banku,
chyba nie jest mądry, Franku.
STEFAN
Stefan ponoć już od roku
bzika ma na punkcie smoków
i bynajmniej się nie wstydzi,
że wciąż tylko smoki widzi.
ROMEK
To zaiste piękny domek!
Bez wątpienia! - westchnął Romek.
- Taki domek mieć bym chciał!
Gdybyż jeszcze okna miał...
MELANIA
- To ci moda! Też mi coś!
Czy to będzie nosił ktoś?
Spójrz no, Melu, na ten łach!
Chodźże tu i zróbże ciach!
Kolejna niezwykle sympatyczna i mistrzowsko napisana książka. Pozornie trudny i nudny temat. Ten tomik jest perełką, która, według mnie wyraża fascynację rodzimym językiem.Kontekst edukacyjny może być zachętą dla rodziców i nauczycieli. Autorka wyjaśnia takie niewiadome jak czasownik, rzeczownik, liczebnik, zaimek, stopniowanie, tryby i czasy, odmianę przez przypadki i liczby itp. Wszystko okraszone dobrym humorem i przemyślana formą
Ilustracje, tradycyjnie, są kolarzami pisarki.
Na ostatnich stronach znajduje się KURS SKRÓCONY NA DWIE STRONY, który w zwięzły sposób streszcza książkę. Autorka kończy go tak:
Wszystko (rzeczownik) mi (zaimek rzeczowy) się (zaimek zwrotny) w (przyimek) głowie (rzeczownik) plącze (czasownik), więc (spójnik) niniejszym (przysłówek) książkę (rzeczownik) kończę (czasownik).
Małgorzata Strzałkowska
Części mowy czyli wierszowany samouczek nietypowy
Wydawnictwo Media Rodzina
sobota, 25 lipca 2015
Marcin Szczygielski "Tuczarnia motyli"
- Dokąd idziemy?
- Z wizytą - wyjaśniła ciabcia.- Tylko bądź cicho i uważaj.
- Na co mam uważać?
- Na sąsiadów.
Zeszły piętro niżej. Ciabcia rozejrzała się ostrożnie, a potem zapukała do drzwi Monterowej.
- Idziemy do Lili? - zapytała Majka, ale ciabcia nie odpowiedziała.
Za drzwiami przez dłuższy czas panowała cisza. Ciabcia zapukała więc jeszcze raz, a po chwili z wnętrza dobiegł cienki głosik:
- Nikogo nie ma w domu!
- Otwieraj szybko - powiedziała ciabcia cicho. - to my!
Za drzwiami rozległ się jakiś hurgot, coś stuknęło, ktoś zastękał, a potem usłyszały trzask otwieranego zamka. następnie coś znów przesunęło się z hałasem i cienki głosik powiedział:
- Już!
Ciabcia nacisnęła klamkę i szybko weszła do mieszkania, a potem ponagliła Maję:
- Chodź! Szybciej!
Gdy Maja znalazła się w mrocznym przedpokoju, ciabcia ostrożnie zamknęła za mia drzwi.Dziewczynka przez chwilę mrugała powiekami, próbując przyzwyczaić wzrok do ciemności.
- Idźcie do pokoju - odezwał się cienki głosik. - Zamknę.
Maja odwróciła się, popatrzyła na tego kogoś, kto mówił, a potem aż zachłysnęła się ze zdumienia. Obok wieszaka stała mała dziewczynka. Miała nie więcej niż cztery lata, sięgała Mai do łokcia. Długie, bardzo gęste włosy upięła w bardzo nieforemny kok, co wyglądało dziwacznie, ale najbardziej zadziwiający był jej strój. Dziecko miało na sobie długą czarną sukienkę, co najmniej trzy razy za dużą, spiętą dziesiątkami agrafek i klamerek do suszenia bielizny.
- Nie gap się! - powiedziała dziewczynka rozzłoszczonym głosem, a następnie przysunęła do drzwi stojący nieopodal kuchenny taboret, wdrapała się na niego i obróciła pokrętło zasuwy.
- Pani Monterowa?! - wyjąkała Maja.
- Chodź! - Ciabcia pociągnęła ją za łokieć w stronę wejścia do pokoju.
Zdumiona Maja pozwoliła się zaprowadzić i posadzić przy stole. W przedpokoju rozległo się gniewne mamrotanie, odgłos przesuwanego taboretu, a potem do pokoju weszła Lili, podtrzymując obiema rękami fałdy sukienki. Złym wzrokiem zmierzyła maję, a następnie wzięła z kanapy dwie poduszki i położyła je na krześle. Wdrapała się na nie z trudem i usiadła z ponurą mina.
- No i znowu tu jesteś - powiedziała.
- Ale dlaczego...? - Maja popatrzyła na ciabcię baranim wzrokiem.
- A bo my wiemy? - Ciabcia wzruszyła ramionami. Chyba zrobiły to na złość.
Dalszy ciąg "Czarownicy piętro niżej".
Trwają ferie zimowe. Warszawa zasypana śniegiem, który wciąż pada i bardzo komplikuje codzienne życie. Dziewczynka wyjeżdża do ciabci do Szczecina, ale ciabcia i Monterowa są jakieś inne. Zaczynają się dziać przedziwne rzeczy. Pojawia się wątek detektywistyczny, motylołaki oraz wieloletnia wojna. Maja jest w samym centrum wydarzeń, rozwiązuje zawiłą zagadkę.
Kupiłam i dłuuugo czytałam. Początek ciekawy, intrygujący, otwierający. Dalej niestety przeciętnie i momentami nudno. Oczywiście książka ma atuty w postaci ładnego języka, ciekawych postaci, interesujących odniesień. Jednak zabrakło klimatu, poczucia humoru, troski o czytelnika.
Autor zapowiada koleją część. Czekam.
- Z wizytą - wyjaśniła ciabcia.- Tylko bądź cicho i uważaj.
- Na co mam uważać?
- Na sąsiadów.
Zeszły piętro niżej. Ciabcia rozejrzała się ostrożnie, a potem zapukała do drzwi Monterowej.
- Idziemy do Lili? - zapytała Majka, ale ciabcia nie odpowiedziała.
Za drzwiami przez dłuższy czas panowała cisza. Ciabcia zapukała więc jeszcze raz, a po chwili z wnętrza dobiegł cienki głosik:
- Nikogo nie ma w domu!
- Otwieraj szybko - powiedziała ciabcia cicho. - to my!
Za drzwiami rozległ się jakiś hurgot, coś stuknęło, ktoś zastękał, a potem usłyszały trzask otwieranego zamka. następnie coś znów przesunęło się z hałasem i cienki głosik powiedział:
- Już!
Ciabcia nacisnęła klamkę i szybko weszła do mieszkania, a potem ponagliła Maję:
- Chodź! Szybciej!
Gdy Maja znalazła się w mrocznym przedpokoju, ciabcia ostrożnie zamknęła za mia drzwi.Dziewczynka przez chwilę mrugała powiekami, próbując przyzwyczaić wzrok do ciemności.
- Idźcie do pokoju - odezwał się cienki głosik. - Zamknę.
Maja odwróciła się, popatrzyła na tego kogoś, kto mówił, a potem aż zachłysnęła się ze zdumienia. Obok wieszaka stała mała dziewczynka. Miała nie więcej niż cztery lata, sięgała Mai do łokcia. Długie, bardzo gęste włosy upięła w bardzo nieforemny kok, co wyglądało dziwacznie, ale najbardziej zadziwiający był jej strój. Dziecko miało na sobie długą czarną sukienkę, co najmniej trzy razy za dużą, spiętą dziesiątkami agrafek i klamerek do suszenia bielizny.
- Nie gap się! - powiedziała dziewczynka rozzłoszczonym głosem, a następnie przysunęła do drzwi stojący nieopodal kuchenny taboret, wdrapała się na niego i obróciła pokrętło zasuwy.
- Pani Monterowa?! - wyjąkała Maja.
- Chodź! - Ciabcia pociągnęła ją za łokieć w stronę wejścia do pokoju.
Zdumiona Maja pozwoliła się zaprowadzić i posadzić przy stole. W przedpokoju rozległo się gniewne mamrotanie, odgłos przesuwanego taboretu, a potem do pokoju weszła Lili, podtrzymując obiema rękami fałdy sukienki. Złym wzrokiem zmierzyła maję, a następnie wzięła z kanapy dwie poduszki i położyła je na krześle. Wdrapała się na nie z trudem i usiadła z ponurą mina.
- No i znowu tu jesteś - powiedziała.
- Ale dlaczego...? - Maja popatrzyła na ciabcię baranim wzrokiem.
- A bo my wiemy? - Ciabcia wzruszyła ramionami. Chyba zrobiły to na złość.
Dalszy ciąg "Czarownicy piętro niżej".
Trwają ferie zimowe. Warszawa zasypana śniegiem, który wciąż pada i bardzo komplikuje codzienne życie. Dziewczynka wyjeżdża do ciabci do Szczecina, ale ciabcia i Monterowa są jakieś inne. Zaczynają się dziać przedziwne rzeczy. Pojawia się wątek detektywistyczny, motylołaki oraz wieloletnia wojna. Maja jest w samym centrum wydarzeń, rozwiązuje zawiłą zagadkę.
Kupiłam i dłuuugo czytałam. Początek ciekawy, intrygujący, otwierający. Dalej niestety przeciętnie i momentami nudno. Oczywiście książka ma atuty w postaci ładnego języka, ciekawych postaci, interesujących odniesień. Jednak zabrakło klimatu, poczucia humoru, troski o czytelnika.
Autor zapowiada koleją część. Czekam.
sobota, 20 czerwca 2015
Simms Taback "Płaszcz Józefa"
Ze wstępu do książki:
Józef miał kiedyś płaszcz, cały w dziurach – dokładnie jak ta książka! Kiedy płaszcz mu się zestarzał i zniszczył, przerobił go na kurtkę. Na co przerobił kurtkę? Co zrobił potem?
Dzięki otworom, które tak sprytnie wycięto w kartkach tej książki, zobaczysz, na co Józef przerabia swoje stare ubrania, zanim – cóż… – nie pozostanie mu zupełnie nic… Józef zrobi jednak coś, nawet z niczego!
Przepiękna książka. Pomysł absolutnie niezwykły. Ilustrator i autor w jednym przybliża kulturę żydowską w prosty, atrakcyjny sposób. Sama historia jest nieco osobliwa - od płaszcza przez guzik, aż do momentu, gdy nie ma już nic i wówczas ... można zrobić coś z niczego. Dorosły z pewnością znajdzie tu temat do refleksji, a dziecko może zaciekawić się życiem i tradycją Żydów.
Książka ma dziury, najprawdziwsze dziury w kartkach. Oczywiście taki był zamysł autora.
Ślicznie ilustrowana, bardzo kolorowa i pięknie wydana. Warto ją mieć u siebie, choć czyta się 5 min.
Józef miał kiedyś płaszcz, cały w dziurach – dokładnie jak ta książka! Kiedy płaszcz mu się zestarzał i zniszczył, przerobił go na kurtkę. Na co przerobił kurtkę? Co zrobił potem?
Dzięki otworom, które tak sprytnie wycięto w kartkach tej książki, zobaczysz, na co Józef przerabia swoje stare ubrania, zanim – cóż… – nie pozostanie mu zupełnie nic… Józef zrobi jednak coś, nawet z niczego!
Przepiękna książka. Pomysł absolutnie niezwykły. Ilustrator i autor w jednym przybliża kulturę żydowską w prosty, atrakcyjny sposób. Sama historia jest nieco osobliwa - od płaszcza przez guzik, aż do momentu, gdy nie ma już nic i wówczas ... można zrobić coś z niczego. Dorosły z pewnością znajdzie tu temat do refleksji, a dziecko może zaciekawić się życiem i tradycją Żydów.
Książka ma dziury, najprawdziwsze dziury w kartkach. Oczywiście taki był zamysł autora.
Ślicznie ilustrowana, bardzo kolorowa i pięknie wydana. Warto ją mieć u siebie, choć czyta się 5 min.
niedziela, 29 marca 2015
"Zły pan" Gro Dahle
Zły pan
Gro Dahle
Ilustracje Svein Nyhus
Wydawnictwo EneDueRabe
- Będę już grzeczny. Przyrzekam - obiecuje Tata i wybucha tysiącem milionów łez. I wszyscy musza go
obejmować, żeby się nie rozpłynął. Płacze każda jedna fala. Płacze i płacze. Pod wodą nie widać niczego. Bo czarne jest to słone morze i o wile, wiele setek metrów głębsze niż się wydaje.
Potem zapada cisza, tak cicha, jak mucha na suficie. zapada cisza tak cicha, jak obrazy na ścianie. Cisza tak cicha, jak woda w dzbanku. I nikt nie wie, co mieszka pod dywanem. Nikt nie wie, co siedzi w ścianie.
Boj nasłuchuje. Każdy odgłos jest jak warknięcie. A wszystkie dźwięki mówią o Tacie. Boja w nich nie ma. Nie ma Mamy. Istnieje tylko Tata.
Nóżka Boja drży, a sam Boj kuli się i znika za obrusem pod stołem. Robi się duszno, stwierdza Boj, i na sama myśl o tym bolą go szyja i brzuszek, i głowa.
Boj chce wyjść. chce być jak najdalej stąd.
- Mamo możesz otworzyć drzwi?
- Nie teraz - odpowiada Mama.
Bo mama musi zająć się Tatą i owinąć jego dłonie. a Bojowi nie wolno tego komentować. Nie wolno mu patrzeć, nie wolno mówić, nie wolno słyszeć. Bo to taka tajemnicza tajemnica. A nam jest tak dobrze, tak dobrze. Tak własnie mówi Mama: jest tak dobrze, tak dobrze.
Bo przecież naprawiłby komputer? Kto zreperowałby samochód albo wymienił żarówki? Gdzie byśmy mieszkali? Jak byśmy poradzili sobie bez Taty?
Tata kupił oranżadę do obiadu. I słodycze, mimo że to nie sobota.
- Choć do Taty - mówi, bo chce uściskać Boja. Ale na samą myśl o Tacie coś dusi Boja w gardle. Bo Boj cały czas musi mieć się na baczności. Żeby nie brudzić. Żeby nie mówić. Żeby nie stawać na drodze. Bo wyobraź sobie, że to wszystko się powtórzy.
Nieprawdopodobna książka, ale dla wąskiego grona i na pewno nie jako wieczorna lektura do poduszki.
Opisuje, w doskonały sposób, mechanizm przemocy, jego fazy, klimat tajemnicy oraz emocje ofiar i sprawcy. Mnóstwo tu dramatu - i w treści i w ilustracjach. Za brutalną rzeczywistością kryje się tęsknota za miłością, spokojem, radością, silnym, nieprzemocowym rodzicem. Mądrość książki polega m.in. na tym, że podpowiada rozwiązanie, że nie zostawia dorosłego i dziecka bezradnym.
Na poziomie formy bardzo ładnie jest połączona realność ze światem fantazji.
Książka ma walor edukacyjno-terapeutyczny. Opowiada o sprawach, nad którymi najczęściej ciąży tajemnica. To, że nie mówimy o niektórych sprawach, nie znaczy, że ich nie ma. Trzeba się tylko zastanowić jak mądrze wykorzystać tę lekturę.
Gro Dahle
Ilustracje Svein Nyhus
Wydawnictwo EneDueRabe
- Będę już grzeczny. Przyrzekam - obiecuje Tata i wybucha tysiącem milionów łez. I wszyscy musza go
obejmować, żeby się nie rozpłynął. Płacze każda jedna fala. Płacze i płacze. Pod wodą nie widać niczego. Bo czarne jest to słone morze i o wile, wiele setek metrów głębsze niż się wydaje.
Potem zapada cisza, tak cicha, jak mucha na suficie. zapada cisza tak cicha, jak obrazy na ścianie. Cisza tak cicha, jak woda w dzbanku. I nikt nie wie, co mieszka pod dywanem. Nikt nie wie, co siedzi w ścianie.
Boj nasłuchuje. Każdy odgłos jest jak warknięcie. A wszystkie dźwięki mówią o Tacie. Boja w nich nie ma. Nie ma Mamy. Istnieje tylko Tata.
Nóżka Boja drży, a sam Boj kuli się i znika za obrusem pod stołem. Robi się duszno, stwierdza Boj, i na sama myśl o tym bolą go szyja i brzuszek, i głowa.
Boj chce wyjść. chce być jak najdalej stąd.
- Mamo możesz otworzyć drzwi?
- Nie teraz - odpowiada Mama.
Bo mama musi zająć się Tatą i owinąć jego dłonie. a Bojowi nie wolno tego komentować. Nie wolno mu patrzeć, nie wolno mówić, nie wolno słyszeć. Bo to taka tajemnicza tajemnica. A nam jest tak dobrze, tak dobrze. Tak własnie mówi Mama: jest tak dobrze, tak dobrze.
Bo przecież naprawiłby komputer? Kto zreperowałby samochód albo wymienił żarówki? Gdzie byśmy mieszkali? Jak byśmy poradzili sobie bez Taty?
Tata kupił oranżadę do obiadu. I słodycze, mimo że to nie sobota.
- Choć do Taty - mówi, bo chce uściskać Boja. Ale na samą myśl o Tacie coś dusi Boja w gardle. Bo Boj cały czas musi mieć się na baczności. Żeby nie brudzić. Żeby nie mówić. Żeby nie stawać na drodze. Bo wyobraź sobie, że to wszystko się powtórzy.
Nieprawdopodobna książka, ale dla wąskiego grona i na pewno nie jako wieczorna lektura do poduszki.
Opisuje, w doskonały sposób, mechanizm przemocy, jego fazy, klimat tajemnicy oraz emocje ofiar i sprawcy. Mnóstwo tu dramatu - i w treści i w ilustracjach. Za brutalną rzeczywistością kryje się tęsknota za miłością, spokojem, radością, silnym, nieprzemocowym rodzicem. Mądrość książki polega m.in. na tym, że podpowiada rozwiązanie, że nie zostawia dorosłego i dziecka bezradnym.
Na poziomie formy bardzo ładnie jest połączona realność ze światem fantazji.
Książka ma walor edukacyjno-terapeutyczny. Opowiada o sprawach, nad którymi najczęściej ciąży tajemnica. To, że nie mówimy o niektórych sprawach, nie znaczy, że ich nie ma. Trzeba się tylko zastanowić jak mądrze wykorzystać tę lekturę.
niedziela, 1 marca 2015
Małgorzata Strzałkowska "Mazurek Dąbrowskiego. Nasz hymn narodowy"
Małgorzata Strzałkowska
Mazurek Dąbrowskiego. Nasz hymn narodowy
Ilustracje Adam Pękalski
Wydawnictwo Bajka
Zwrotka czwarta
Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany -
Słuchaj jeno*, pono** nasi
Biją w tarabany***.
*jeno - tylko; słuchaj jeno - posłuchaj
**pono - ponoć, podobno
***taraban - bęben wojskowy, używany dawniej w Rzeczpospolitej
Zwrotka przedstawia dziewczynę o imieniu Basia, która wraz z ojcem czeka z utęsknieniem na jakikolwiek znak, zwiastujący przybycie Legionów Dąbrowskiego do kraju i wyzwolenie ojczyzny. Rzecz dzieje się tam, a to tam to z perspektywy będącego we Włoszech Wybickiego daleka ojczyzna, Polska. Ojciec łowi uchem płynące z dali bicie tarabanów, wojskowych bębnów, wzywających naszych do zwycięskiego powrotu. To scena pełna miłości do ojczyzny i wielkich nadziei...
Ale dlaczego ojciec jest zapłakany? Zapewne z tęsknoty za wolną Polską i ze wzruszenia, że wyzwolenie jest już bliskie.
Tylko... Czy ta scena nie byłaby bardziej wiarygodna, gdyby to Basia płakała, a ojciec ją pocieszał? Chyba tak. a może właśnie plączącą dziewczynę i pocieszającego ją ojca miał na myśli Wybicki...
Czy coś potwierdza ten pogląd? Owszem - stosowana przez Wybickiego pisownia. Badacze, analizując rękopisy Wybickiego, odkryli, że zamiast bożej pisał on boży, zamiast raczej-raczy, zamiast włoskiej-włoski... A więc może początek zwrotki powinien brzmieć: Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakanej? Może...
I jeszcze jedna zagadka - kim są Basia i jej ojciec? Według dawnych historyków, Basia z hymnu to młodziutka Barbara Chłapowska, którą Dąbrowski miał poznać przed wyjazdem z Polski do Włoch, a która 5 listopada 107 roku została jego żoną. Jednak dociekliwi badacze, analizując dokumenty spisane przez świadków tamtych dni, odkryli, że Dąbrowski, poznał swoją przyszłą żonę dopiero w 1806 roku! Miało to nastąpić na balu, wydanym na cześć generała w poznańskim ratuszu. A więc kim są tajemnicza Basia i jej ojciec? Nie mamy na ten temat wiarygodnych źródeł. Może to są konkretne osoby, o których milczą kroniki? A może Basia i jej ojciec to symboliczne postaci córki i ojca, "przykładowi" Polacy? Przecież Basia, Marynia, Zosia to popularne imiona ówczesnych polskich dziewcząt...
Z przedmowy prof. Jana Żaryna:
książka ta jest tak wewnętrznie skomponowana, by mogła trafić do serc i umysłów ludzi w różnym wieku i z różnym przygotowaniem historyczno-literackim. Jest opowieścią skierowaną i do dziecka i młodzieńca, a także do dziadków i rodziców. Jest zatem darem dla wszystkich, którzy kochają Polskę. To jedyny wymóg, który postawiłbym potencjalnemu czytelnikowi: gotowość do stałej i wiernej miłości do Ojczyzny.
Lektura napisana przez znakomitą pisarkę, szeroko konsultowana i rzetelnie przygotowana. Jest bardzo ciekawa. Najpierw kontekst historyczny, potem omówienie każdej zwrotki i refrenu, sposób śpiewania hymnu, kalendarium i wreszcie Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. Jest też część książki dedykowana wnikliwszym czytelnikom. Z niej to m.in. można się dowiedzieć, że hymn miał pierwotnie sześć zwrotek oraz poznać utwory, które pełniły w naszej historii rolę hymnu.
Dodatkiem do książki jest płyta.
Wartość takiej publikacji w domowej biblioteczce jest znacząca o tyle, o ile zechcemy nadać jej odpowiednią rolę, o której pisał prof. Żaryn.
Mazurek Dąbrowskiego. Nasz hymn narodowy
Ilustracje Adam Pękalski
Wydawnictwo Bajka
Zwrotka czwarta
Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany -
Słuchaj jeno*, pono** nasi
Biją w tarabany***.
*jeno - tylko; słuchaj jeno - posłuchaj
**pono - ponoć, podobno
***taraban - bęben wojskowy, używany dawniej w Rzeczpospolitej
Zwrotka przedstawia dziewczynę o imieniu Basia, która wraz z ojcem czeka z utęsknieniem na jakikolwiek znak, zwiastujący przybycie Legionów Dąbrowskiego do kraju i wyzwolenie ojczyzny. Rzecz dzieje się tam, a to tam to z perspektywy będącego we Włoszech Wybickiego daleka ojczyzna, Polska. Ojciec łowi uchem płynące z dali bicie tarabanów, wojskowych bębnów, wzywających naszych do zwycięskiego powrotu. To scena pełna miłości do ojczyzny i wielkich nadziei...
Ale dlaczego ojciec jest zapłakany? Zapewne z tęsknoty za wolną Polską i ze wzruszenia, że wyzwolenie jest już bliskie.
Tylko... Czy ta scena nie byłaby bardziej wiarygodna, gdyby to Basia płakała, a ojciec ją pocieszał? Chyba tak. a może właśnie plączącą dziewczynę i pocieszającego ją ojca miał na myśli Wybicki...
Czy coś potwierdza ten pogląd? Owszem - stosowana przez Wybickiego pisownia. Badacze, analizując rękopisy Wybickiego, odkryli, że zamiast bożej pisał on boży, zamiast raczej-raczy, zamiast włoskiej-włoski... A więc może początek zwrotki powinien brzmieć: Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakanej? Może...
I jeszcze jedna zagadka - kim są Basia i jej ojciec? Według dawnych historyków, Basia z hymnu to młodziutka Barbara Chłapowska, którą Dąbrowski miał poznać przed wyjazdem z Polski do Włoch, a która 5 listopada 107 roku została jego żoną. Jednak dociekliwi badacze, analizując dokumenty spisane przez świadków tamtych dni, odkryli, że Dąbrowski, poznał swoją przyszłą żonę dopiero w 1806 roku! Miało to nastąpić na balu, wydanym na cześć generała w poznańskim ratuszu. A więc kim są tajemnicza Basia i jej ojciec? Nie mamy na ten temat wiarygodnych źródeł. Może to są konkretne osoby, o których milczą kroniki? A może Basia i jej ojciec to symboliczne postaci córki i ojca, "przykładowi" Polacy? Przecież Basia, Marynia, Zosia to popularne imiona ówczesnych polskich dziewcząt...
Z przedmowy prof. Jana Żaryna:
książka ta jest tak wewnętrznie skomponowana, by mogła trafić do serc i umysłów ludzi w różnym wieku i z różnym przygotowaniem historyczno-literackim. Jest opowieścią skierowaną i do dziecka i młodzieńca, a także do dziadków i rodziców. Jest zatem darem dla wszystkich, którzy kochają Polskę. To jedyny wymóg, który postawiłbym potencjalnemu czytelnikowi: gotowość do stałej i wiernej miłości do Ojczyzny.
Lektura napisana przez znakomitą pisarkę, szeroko konsultowana i rzetelnie przygotowana. Jest bardzo ciekawa. Najpierw kontekst historyczny, potem omówienie każdej zwrotki i refrenu, sposób śpiewania hymnu, kalendarium i wreszcie Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. Jest też część książki dedykowana wnikliwszym czytelnikom. Z niej to m.in. można się dowiedzieć, że hymn miał pierwotnie sześć zwrotek oraz poznać utwory, które pełniły w naszej historii rolę hymnu.
Dodatkiem do książki jest płyta.
Wartość takiej publikacji w domowej biblioteczce jest znacząca o tyle, o ile zechcemy nadać jej odpowiednią rolę, o której pisał prof. Żaryn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








