poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Iwona Chmielewska "Pamiętnik Blumki"




To jest mała Pola. Gdy sadziliśmy w doniczkach groch, żeby zobaczyć, jak szybko urośnie, Pola wsadziła sobie swój groszek do ucha. I nawet Pan Doktor nie mógł go wyjąc, ale po dwóch dniach mu się udało. Pola zasadziła ten groszek, a on wyrósł tak, że prześcignął wszystkie inne. Pan Doktor mówił, że widocznie dobrze mu było u Poli w uchu.

To książka, którą czyta się 15 minut i pamięta przez wiele lat. Jest krótką relacją z życia Domu Sierot w Warszawie. O jej wyjątkowości stanowi niezwykła spójność tekstu i ilustracji oraz fakt, że o bardzo trudnych sprawach można mówić z ogromnym wyczuciem i subtelnością. Poza tym jest zaproszeniem do poszukiwań historycznych na poziomie faktów i przyglądania się sobie na poziomie przeżyć.
Gorąco zachęcam do przeczytania. Z mego punktu widzenia, książka wymaga towarzystwa osoby dorosłej, by razem mówić, czuć i być.

Iwona Chmielewska
Pamiętnik Blumki
Ilustracje Autorka
Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 15 kwietnia 2012

Łukasz Wierzbicki "Dziadek i niedzwiadek. Historia prawdziwa"


  

  Wieść o nowym mieszkańcu obozu rozniosła się lotem błyskawicy.  Żołnierze zaglądali do kantyny, znosili smakołyki, drapali niedźwiadka pod brodą. 
Do stołówki zawitał nawet major  Chełkowski. Zbliżył się do zwierzaka, by podarować mu butelkę soku  malinowego. Miś stanął na tylnych łapach i zaczął wymachiwać  przednimi, jakby zapraszał dowódcę do zabawy. Major nie dał się  długo prosić, zakasał rękawy i zaczął pląsać wokół stołu, markując  ciosy bokserskie. Niedźwiadek był zachwycony.
Gdy wieczorem wpadliśmy do stołówki mecz trwał w najlepsze. Choć Staszek uszczypnął mnie kilkakrotnie, nie wierzyłem własnym oczom. Z osłupienia wyrwało mnie dopiero wołanie kucharza Józefa:
- Chłopaki ten wasz niedźwiedź to dopiero niezły numer! Jak on właściwie ma na imię?
- Nie ma imienia, nazywamy go po prostu misiem - odparł Staszek.
Zasapany major Chełkowski podszedł i poklepał nas po plecach.
- Hmmm, nie ma imienia? Nazwijcie go Wojciech - zaproponował.
- Dlaczego akurat Wojciech? - zdziwiłem się.
- To stare polskie imię. Woj-ciech oznacza tego, który potrafi cieszyć się w czasie wojny - wyjaśnił dowódca.
- Woj-ciech, Wojciech. Wojtek. To dobre imię - uznał Staszek. - Czy w takim razie miś może zamieszkać w obozie? - spytał nieśmiało.
- Zwariowałeś! - kopnąłem go w kostkę. - Obóz wojskowy to nie miejsce dla niedźwiedzia.
- Oczywiście, że może z nami zamieszkać - odparł ku mojemu zaskoczeniu major.

Czasami tak wiele mamy w sercu, że koniecznie chcielibyśmy się  tym z kimś podzielić. Przeczytałam wczoraj tę książkę i doświadczam właśnie takiego stanu. Piękna!
Podobają mi się odniesienia historyczne, stare fotografie, wątek patriotyczny, czyli wszystko to co stanowi tło dla historii o niedźwiadku Wojtku. Ten sympatyczny miś był towarzyszem żołnierzy Armii Andersa, a jak podpowiada autor książki czasem zdarza się tak, że to człowiek staje się najlepszym przyjacielem niedźwiedzia, a niedźwiedź najlepszym przyjacielem człowieka. Mowa o dwóch Wojtkach - Wojciechu Narębskim (ostatnim żyjącym żołnierzu misiowej armii) i niedźwiadku Wojtku.
Książka może być zaczynem do poszukiwania przeszłości wojennej naszego narodu, do rozbudzenia ciekawości historycznej i budowania tożsamości narodowej u naszych dzieci.

Jest też wersja audio. Jeszcze nie słuchałam, ale w najbliższą podróż samochodem zabiorę pudełeczko i będę mogła powiedzieć więcej.

Zapraszam na stronę autora www.lukaszwierzbicki.pl. Tam więcej zdjęć i ciekawostek.

  Łukasz Wierzbicki
  Dziadek i niedźwiadek. Historia prawdziwa
  Ilustrował Ireneusz Woliński
  Wydawnictwo Pointa

niedziela, 8 kwietnia 2012

Jeanne Birdsall "Rodzina Penderwicków", "Rodzina Penderwicków na Gardam Street"

Jeanne Birdsall
Rodzina Penderwicków
Rodzina Penderwicków na Gardam Street
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

- Caagney! - znów rozeszło się wołanie, tym razem znacznie bliżej. Skye pochyliła głowę, żeby wpełznąć do tunelu i nagle TRACH! - stuknęła kogoś i potoczyli się na ziemię w plątaninie rąk i nóg.             
  - Och! - jęknęła Skye, sprawdzając czy nie ma na głowie krwawiącej rany. Ale szczęśliwy kapelusz znów ją wyratował z opresji i nic złego się nie stało. Bogu dzięki, bo nadal miała dość siły, by zamordować tę z sióstr, która spowodowała wypadek. Otrząsnęła się, odgarnęła włosy z oczu i spojrzała na osobę, z którą się zderzyła. To nie była żadna z jej sióstr, tylko chłopak, mniej więcej w jej wieku. Miał proste brązowe włosy i piegi. Był bardzo ładny i leżał nieruchomo na ziemi. 
- Straciłeś przytomność? - Skye wpadła w panikę. Ściągnęła z głowy kapelusz i zaczęła wachlować chłopca. Widziała na filmie, jak jeden kowboj ratował w ten sposób drugiego. Ale to nic nie pomogło - chłopiec miał wciąż zamknięte oczy. Czasem na filmach ludzie bili innych po twarzy, żeby oprzytomnieli, ale Skye nie miała odwagi uderzyć chłopaka, którego przed chwila przewróciła. Trudno, pomyślała, jak mus to mus. Uniosła rękę, ale w tej samej chwili chłopak otworzył oczy.
- Bogu dzięki! - odetchnęła Skye. - Już myślałam, że umierasz.
- Jeszcze nie.
- Boli Cie głowa?
- Nie bardzo. - Dotknął dłonią czoła i skrzywił się.
- No to świetnie. Odprowadzę cię do domu. Gdzie mieszkasz?
- Mieszkam w...
- JEFFREY! - usłyszeli bardzo blisko głos pani Tifton.Skye położyła dłoń na ustach chłopca i szepnęła:
- Sza, mamy kłopot. To ta okropna, nadęta pani Tifton. Jeżeli przyłapie nas w swoim ogrodzie, to...


Chłopak odsunął jej rękę i spróbował usiąść. Jego twarz jeszcze bardziej pobladła, tak że Skye widziała wyraźnie każdy pieg.
 - Dobrze się czujesz? Wygląda na to, że ci słabo - powiedziała.
- JEFFREY! Gdzie jesteś? - odezwał się znów ostry głos.
- Och, tylko nie to!...- Skye wreszcie pojęła całą sytuację.
- Przepraszam - powiedział z godnością chłopiec.- Ale matka mnie woła, a ty zastawiasz mi drogę.

W podrozdziale książki można przeczytać: Wakacyjna opowieść o czterech siostrach, dwóch królikach i pewnym interesującym chłopcu.
Gorąco zachęcam do zapoznania się z tymi pozycjami. Niektórzy porównują je do Dzieci z Bullerbyn, ale chyba nie ma potrzeby, bo swoją wartką akcją, przyjaznymi bohaterami i wielką wagą małych spraw są w stanie podbić serca samodzielnie.
Tato, cztery siostry (każda "z innej bajki"), Psisko tworzą nieco szaloną rodzinę, którą łączą bardzo silne więzi. Jest to przede wszystkim historia o sile rodziny i jej niezastąpionym miejscu w życiu.
Książka pełna humoru, lekko staroświecka w nastoju, urocza w powadze i naiwności bohaterów na pewno warta jest tego, by stanęła na półce z książkami.
   Książka ma również cześć drugą, której główny wątek owija się wokół poszukiwania żony dla taty Penderwick. Równie wspaniała!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Janosch "Panama. Wszystkie opowieści o Misiu i Tygrysku"


Miś chodził na co dzień z wędką na ryby, a Tygrysek chodził do lasu zbierać grzyby.
Miś gotował co dzień obiady, był bowiem wyśmienitym kucharzem.
- Czy wolałby pan rybę z solą i pieprzem, szanowny panie Tygrysku, czy też z cytryną i cebulką?
- Ja bym wolał i to, i to - odpowiadał Tygrysek - i żeby wszystkiego było bardzo dużo.
Na deser jedli suszone grzyby, a potem kompot z czarnych jagód i miód. Naprawdę wspaniale im się żyło w małym, przytulnym domku nad rzeczką...
Aż tu nagle pewnego dnia Miś zobaczył drewnianą skrzynkę płynącą po rzece. Wyłowił ją z wody, obwąchał i powiedział:
- Ooo...banany.
Bo skrzynka pachniała bananami. A co było na niej napisane?
 - Pa-na-ma - przeczytał Miś - Skrzynka przypłynęła z Panamy, a Panama pachnie bananami. Ach, Panama to kraj moich marzeń - powiedział.
Puścił się pędem do domu i do późnej nocy opowiadał Tygryskowi o Panamie.

Fragment pochodzi z książki "Ach, jak cudowna jest Panama"

Wydawnictwo Znak zebrało wszystkie opowieści o uroczych bohaterach w jednym miejscu. Znajdują się tu m.in. „Poczta dla Tygryska”, „Idziemy po skarb” czy „Dzień dobry Świnko”. Książeczki (lub książka jak kto woli)  są pięknie ilustrowane i starannie wydane.
Miś i Tygrysek to dwaj przyjaciele. Mieszkają razem, troszczą się o siebie, wspólnie przeżywają  codzienność i obecne w niej niespodzianki.
Ciepły, serdeczny, poruszający serca cykl historyjek dla dzieci i nie tylko.W tekstach można bowiem znaleźć zdania, które pełniłby rolę motta na rożne okoliczności np.:"Kto ma przyjaciela, może się niczego nie bać!"

Podpowiem, że jest też audiobook, który czyta Krzysztof Globisz.Słuchałam go kilka razy, ponieważ interpretacja aktora jest wspaniała.

Janosch
Panama. Wszystkie opowieści o Misiu i Tygrysku
Ilustrował autor 
Wydawnictwo Znak

wtorek, 27 marca 2012

Dimiter Inkiow "Najpiękniejsze mity greckie"



W tej chwili w wejściu do groty ukazała się bogini Reja.
- Piękne nimfy, zaopiekujcie się moim synkiem - powiedziała do nich - a pewnego dnia zostanie panem całego świata. Jedną z was przemienię w boską kozę, aby mogła go karmić mlekiem, nektarem i ambrozją.
- Zamień mnie, proszę! - zawołała natychmiast nimfa, która trzymała Zeusa w objęciach.- Tak bardzo chciałbym zostać piastunką twego syna!
Reja wysłuchała jej prośby. przemieniła ja w piękną, białą kozę i nadała jej imię Amalteja, co w języku greckim znaczy "boska, biała koza".
Koza położyła się na sianie obok dziecka i polizawszy go ciepłym językiem, zaczęła karmić swym mlekiem. Z jej rogów mały Zeus pił nektar i jadł ambrozję, boski napój i pokarm. Także pszczoły troszczyły się o niego, przynosząc mu słodki, górski miód.
Nic więc dziwnego, że Zeus rósł jak na drożdżach i z każdym dniem stawał się coraz większy i silniejszy.(...)
Pewnego dnia Kronos zrobił się podejrzliwy. Koniecznie chciał się dowiedzieć, kto tak przeraźliwie hałasuje w górskiej jaskini. Nie zdołał do niej jednak wejść z powodu swoich gigantycznych rozmiarów. Przyklęknął, lecz do środka udało mu się wsunąć jedynie głowę. Zanim jego oczy zdążyły się przyzwyczaić do panującego wewnątrz mroku, Amalteja nabrała rozpędu i trach! Ubodła go rogami prosto w czoło!
Było to bardzo bolesne. Kronos zerwał się na równe nogi i uciekł z krzykiem.
Przy zderzeniu z Kronosem Amalteja straciła jeden ze swoich rogów. Przeszedł on do historii jako legendarny "róg obfitości". Temu, kto go miał, przynosił niezmierzone bogactwo, ponieważ wciąż napełniał się tym, czego jego właściciel sobie życzył, na przykład złotem lub szlachetnym winem.

Ta książka to wielka przyjemność dla małego i dużego. Nam starszakom pozwoli przypomnieć i uporządkować sobie podstawową wiedzę z mitologii greckiej a dzieci wprowadzi w niezwykle ciekawy świat mitycznych bohaterów. I choć mogą pojawić się kłopoty, kiedy dziecko zapyta: "Mamo, a dlaczego ta kobieta nie potrzebowała taty, żeby mieć dziecko?", to mimo wszystko warto przebrnąć przez tego typu "przeszkody". 
Lektura w przystępny i prosty sposób przybliża główne postacie mitologii oraz pozwala  ciekawie tłumaczyć współczesność. Dzieci dowiedzą się co znaczy być ugodzonym strzałą Amora, być pięknym jak Apollo, czym jest jabłko niezgody i jeszcze dużo, dużo więcej...
Dostępna jest również wersja audio w znakomitym wykonaniu Piotra Fronczewskiego.

Dimiter Inkiow
Najpiękniejsze mity greckie
Ilustrował Wilfried Gebhard
Wydawnictwo Media Rodzina